„Ćwierć wieku Internetu”
Tygodnik Do Rzeczy

12/2014

dorzeczyTo wszystko miało być inaczej. Sieć miała łączyć pasjonatów, opowiadaczy dobrych historii, autorów genialnych zdjęć, mamy poszukujące remedium na alergie ich pociech, miłośników Hobbita, poszukiwaczy części starych motocykli, naukowców prowadzących badania biotechnologii na pięciu kontynentach, a po godzinach oceniających koleżanki z uniwersyteckich campusów. U swoich początków sieć była zdecentralizowana. Google wybił konkurentów stając się pierwszym wejściem do sieci.

To wszystko miało być rozważne i piękne. Kolejne pokolenia z entuzjazmem podchodziły do nowego wspaniałego świata sieci – bez granic, barier, kosztów. W miejsce megaprodukcji Hollywood mieliśmy mieć miliony kanałów z niszowymi produkcjami. Są, ale znalezienie ich jest bardzo trudne. Musimy przejść przez wyszukiwarkę, nie zboczyć do Hollywood, które jest jeszcze głośniejsze, jeszcze potężniejsze dzięki sieci.

To wszystko miało być bardziej ludzkie. W sieci mieliśmy budować relacje. Szybko okazało się, że mamy już kilkuset i nagle pięć, pięćdziesiąt tysięcy przyjaciół. W miejsce relacji z najbliższymi. Zakładanie już noworodkom kont na portalach społecznościowych staje się normą.

To wszystko miało nas budować a nie niszczyć. Dzięki natychmiastowej wymianie informacji mieliśmy być mądrzejsi, bez kontroli mediów. Zyskaliśmy moc, aby wiedzieć wszystko. I lepiej pracować, więcej zarabiać dzięki wymianie myśli, usług, idei, pieniędzy, współdziałaniu. Serwisy wymiany muzyki, książek, zdjęć pracują pełną parą. Z ułamkiem zysków dla twórców.

To wszystko miało być oparte na równości. Jednak najnowsze zmiany na Facebooku zmierzają, po uzależnieniu planety od tego środka łączności, do wymuszania opłat za pojawianie się naszych wpisów u naszych „przyjaciół”. Jeśli nie zapłacimy, nie zobaczą nas.

To wszystko miało być mądre. Jednak po oddaniu technologom władzy nad siecią okazało się, że ciekawość publiki wymusiła promowanie błahostek, zdjęć kotków a  główną umiejętnością dziennikarzy stało się formułowanie „klikalnych” tytułów.  W miejsce inteligencji wspólnotowej ludzkość wpada w czeluść głupotek wysoko plasowanych przez wyszukiwarki. Rośnie ryzyko poddania się absurdalnym, choć statystycznie uzasadnionym teoriom i treściom, wybieranym przez większość. Następuje znormalizowanie myśli.

To wszystko miało być uczciwe. Społeczność twórców, odbiorców, konsumentów, bez miejsca dla nowych kapitalistów. Szybko okazuje się jednak, że pięć największych korporacji świata 2.0 kontroluje dziś gros przepływu informacji, wiedzy, obrazu spraw publicznych i biznesu.

Pierwsze 25 lat sieci to mentalne Średniowiecze. Ciekawe, co będzie dalej.

Eryk Mistewicz

Tekst ukazał się w wyd. 12/2014 tygodnika „Do Rzeczy”