„Ćwierć wieku trwania”
Tygodnik Do Rzeczy

22/2014 

„Dziesięć najbardziej wpływowych Polek” – zestawienie, które wpadło mi w ręce równie dobrze mogłoby powstać w wyniku zastosowania technologii „kopiuj – wklej” i popularnego miesięcznika dla pań i panów elity w początkach lat 90.

W zestawieniu są więc Nina Terentiew, Henryka Bochniarz, szefowa Solarisa i Monika Olejnik i rzecz jasna Agnieszka Holland. Od dwudziestu lat na topie. Dopełnione dla porządku Justyną Kowalczyk, Ewą Kopacz, Elżbietą Bieńkowską.

Uśmiecham się. Większość z pań uznanych dziś i dwadzieścia lat temu za najbardziej wpływowe znam i cenię, z niektórymi się przyjaźnię. Trudno zakwestionować ich pozycję, ciężką pracę. Trudno, aby ktokolwiek tej pracy nie doceniał.

Jednak to, że od ćwierć wieku trwają na swych pozycjach dowodzi płytkości tego, co można by nazwać warstwą autorytetów kraju. Sygnalizuje zatrzymanie się sceny publicznej. Mówi o zablokowaniu się tradycyjnych mediów na nowe twarze, o niebezpiecznym, groźnym zamknięciu się elity na nowe idee. Klinczu.

A równocześnie obserwuję kobiety w nowych mediach. Tworzą angielskojęzyczne blogi o kulturze i filozofii, aplikacje do nauki języków obcych i do komunikowania się osób niesłyszących, poezję, prozę, analizy rzeczywistości i dokumenty filmowe. Widzę jak z pasją przekonują do swoich rozwiązań. O ile tylko mogę wspieram je, podpowiadam gdy szukają pomysłu na marketing swoich pomysłów, czasami też znajduję źródła finansowanie w funduszach inwestycyjnych dla start’upów.

Czy staną się Niną Terentiew, Henryką Bochniarz, Agnieszką Holland? Wątpię. Szybciej wyjadą nie doczekawszy. Uznając, że w Redding, Madrycie czy Lille, a nawet w genialnie wspierającym młodych innowatorów Tallinie zaczną także od początku, ale szybko osiągną więcej, także relacyjnie, w międzynarodowym otwartym towarzystwie.

Powstaje świat równoległy do tego zamarłego, zasklepionego od dwudziestu lat. Agata Czarnacka. Olga Kozierowska. Anna Białoszewska. Małgorzata Rybakowska. Magdalena Słaba. Sylwia Borska… Tę listę można wydłużać opowiadając o tym, jak myślą, jak działają. Przy smutnej świadomości, że ich nazwiska raczej niestety nic Państwu nie powiedzą.

Mistrzowie i mistrzynie w pierwszym pokoleniu nie pozostawiają bowiem uczniów. A media tradycyjne nie dostrzegaj pokoleniowej zmiany. Nie zdziwię się, jeśli dotychczasowa elita, silna od dwudziestu lat na swoich pozycjach, zostanie ze swoimi mediami, w swoich mediach. Nowe media zaś będą wspierały swoich, świeżych, innowacyjnych, ambitnych. Światy rozjadą się nie doczekawszy zrozumienia.

Eryk Mistewicz