„Monet a monetyzacja”
Tygodnik Do Rzeczy

7/2014

dorzeczyProstą zasadę nowych mediów sformułowałem po kilku godzinach przyglądania się kolejnym najlepszym polskim start’upom: jeśli twórcy projektów silą się na mówienie językiem bankowców, bankierów, jeśli najważniejsze dla nich jest, aby projekt był „już za chwilę rentowny”, gwarantował szybkie osiągnięcie „break-even point” spełniając oczekiwania inwestorów – nie ma sensu tracić czasu na nich i ich projekty.

I przeciwnie: jeśli twórcy z wypiekami na twarzach przekonują, że stworzyli coś, czego nie ma na rynku, a co było im i ich przyjaciołom potrzebne do życia; nie wiedzą jeszcze jak można na tym czymś czy dzięki temu czemuś zarobić, ale to coś jest po prostu „fajne”, „ważne”, „super”; wówczas słucham ich z uwagą. I zwykle się nie mylę.

Wielkie projekty nie powstają dla pieniędzy.

I wydaje się, że od stuleci niewiele się tu zmienia. Ktoś ma nowatorski pomysł, ideę i od razu uznawany jest za szaleńca, bo przecież to co proponuje łamie dotychczasowe zasady. Jak obraz, którego nikt nie kupi; rzeźba, której nikt nie wystawi; poezja, która łamie kanony; proza niezrozumiała, niełatwa, po którą nikt nie sięgnie.

W podziemiach paryskiego Musée Marmottan Monet, mojego ulubionego niewielkiego muzeum, niedaleko Lasku Bulońskiego, pierwsze obrazy impresjonistów, z „Wschodem słońca“ Claude Moneta z 1872 r. Nie dla poklasku przecież. Nie dla pieniędzy. A wręcz wbrew wszystkim; także tym, którzy chętnie finansowali wówczas sztukę (tak jak dziś systemy wspierania innowacji wspierają projekty zgodne z wyobrażeniami biurokracji).

Wielkie dzieła, wielkie i ważne teksty, wielkie projekty nigdy nie powstawały, a i dziś nie  powstają dla wierszówki, zaspokojenia stanu konta, spłacenia kredytu, nasycenia żołądka. Co więcej, najważniejsze dzieła najczęściej powstawały z ciekawości albo sprzeciwu na to co zastane, zupełnie w oderwaniu od warunków bytowania twórcy – w bogactwie intelektualnym, niekoniecznie zaś finansowym.

Dotyczy to także dziennikarstwa – w debacie o źródłach finansowania nie tylko nowych, ale i starych mediów, gazet, tygodników, pism opinii, portali. Kto patrzy na pieniądze, nie stworzy niczego wartościowego.

Dobrze zrobili twórcy Twittera nie chcąc go monetyzować, nie chcąc od początku zarabiać na zakładaniu tam kont czy reklamach. Jeden z największych serwisów świata nowych mediów dopiero przy wejściu na giełdę wypracowuje strategię zarabiania. Nie  chcąc popełnić błędów Facebooka, który zraził użytkowników, opuszczających go, drapieżną monetyzacją.

Najpierw zróbmy dobry projekt, najpierw zachwyćmy. Zachwyćmy z dużego „Z”. Myśląc od początku o spieniężeniu projektu, niewykluczone, że zarobimy trochę pieniędzy. Jednak niczego ważnego po sobie nie pozostawimy.

Eryk Mistewicz

Tekst ukazał się w wyd. 7/2014 tygodnika „Do Rzeczy”.