„Walka o dominującą narrację”
Tygodnik Do Rzeczy

10/2014

dorzeczyNigdy jeszcze tak silnie w nowych mediach, szczególnie na Twitterze, nie toczyła się walka o postrzeganie wydarzeń. O Ukrainę, o to jak będzie odbierana w Europie.

Opcja pierwsza to historia w makijażu i profesjonalnym oświetleniu. Młoda Ukrainka przekonuje na YouTube, że Ukraina chce do Europy. Pięć czy sześć milionów odsłon.

Druga historia to historia bandytów, najemników amerykańskich i zachodnioeuropejskich, przestępców takich jak Julia Tymoszenko, prymitywnych typów, faszystów, groźnych dla świata i Europy.

Na Twitterze jesteśmy w ostatnich tygodniach świadkami pierwszej porządnej, prawdziwej, nie przebierającej w słowach wojny informacyjnej.

Obserwuję kilkadziesiąt kont w nowych mediach, których zadaniem jest tylko jedno: zainfekowanie elit Starego Kontytnentu przerażającą wizją dzikich stepów, które ruszają na spokojną Zachodnią Europę. Siepaczy, morderców, złodziei, tępienia politycznych przeciwników, pastwienia się nad złapanymi berkutowcami, bezhołowia.

W sieci widać to bardzo dokładnie: nagłe obudzenie się kont dotychczas przekazujących niezobowiązujące zdjęcia kotków (najczęściej portretowanych zwierząt w nowych mediach), pięknych panien początkowo sprzyjających „Majdanowi”, przekazujących wrażenia po angielsku, niemiecku, francusku, zyskujących poklask i sympatię, aby nagle zmienić ton i wydźwięk przekazu.

Ośmieszanie opozycji wobec Janukowycza. Kolejne zdjęcia: karabinów przygotowywanych przez opozycję przeciw demokratycznie wybranej władzy, rzekomo złotych toalet, symbole uwielbienia dla Bandery.

Przygotowywanie takiej narracji, która szybko, bezrefleksyjnie (to też specyfika epoki nowych mediów) rozejdzie się dalej. Profesjonalni story-spinnerzy narzucający obraz rewolucji Europie. Poprzez wpisy, zdjęcia, „memy”, przekazywane dalej.

Czy winne są nowe media? Nie. Jestem pod wrażeniem profesjonalizmu tych, którzy wiedzą jak je wykorzystać i narzucają Europie swoją wizję ukraińskiej rewolty. Na Wschodzie po raz pierwszy doceniono te kanały komunikacji; wykorzystano Twitter stanowiący w Polsce czy we Francji podstawowe dziś narzędzie używane przez liderów opinii, ale wykorzystano też psychologię, naszą bezrefleksyjność, chęć dzielenia się błyskotkami i błahostkami.

W czasach nowych mediów kłamstwo i prawda zostają wciąż kłamstwem i prawdą. Kłamstwo, o ile jest dobrze podane, szybciej się rozchodzi. Bardzo szybko zostaje też obnażone. Co nie sprawia, że nie poczynia szkód. Próba sprostowania – kłamstwo w sieci tylko propaguje.

Błyskotki i błashostki przykrywają tymczasem coraz częściej intencje nadawców informacji, twórców dobrych, rozchodzących się w sieci narracji.

Eryk Mistewicz

Tekst ukazał się w wyd. 10/2014 tygodnika „Do Rzeczy”