„W XXI wieku związki nie są potrzebne”, Dziennik Polski

16 maja 2012

dziennikpolskiRozmowa z Erykiem Mistewiczem, konsultantem politycznym

Dlaczego polscy związkowcy nie porywają tłumów?

- Odpowiedź jest prosta: mają zły przekaz marketingowy. Związkowcy przez ostatnich 20-25 lat dali się zepchnąć do absolutnej defensywy. Poza tym, że utrudniają życie warszawiakom, nie potrafią przekazać, o co im chodzi. Nie dopracowali się nawet stosunkowo prostego, porywającego przekazu dla osób, które mogłyby ich poprzeć. Nie mają swojej opowieści. Nie komunikują się, mają wciąż problem z wyrażeniem siebie.

We Francji bardzo silne związki są w stanie wyprowadzić na ulice 3-milionowe tłumy, w Polsce – ledwie kilka tysięcy.

Czym różnią się francuskie związki zawodowe od polskich?

- Przede wszystkim liderzy francuskich związków są do bólu szczerzy, nie kombinują, nie bronią na pierwszym miejscu swoich stanowisk pracy. Gdyby we Francji okazało się, że lider związkowy zarabia wielokrotność średniego uposażenia, byłby wygwizdany.

Poza tym są profesjonalni. Znów wracamy do marketingu – różnią się skutecznością przekazu. Jeżeli spytamy przeciętnego Francuza, o co chodzi związkom zawodowym we Francji, będzie w stanie wymienić kilka problemów przez nie wskazywanych. Jeżeli spytamy o to samo przeciętnego Polaka, nie będzie wiedział albo powie, że o to, żeby była gwarantowana praca, gwarantowana płaca i żeby płaca minimalna była jak najwyższa. To nie jest żaden przekaz, na takie hasła nie złowi się już dziś zwolenników.

Czy dzisiaj potrzebujemy jeszcze związków zawodowych?

- W XX wieku związki organizowały ludzi. W wieku XXI nie potrzebujemy związkowców, żeby zaprotestować przeciwko czemuś lub o coś walczyć.

Nowe media, Twitter, internet sprawiły, że zmieniła się struktura akcji protestacyjnej. Ludzie potrafią się błyskawicznie zgromadzić, błyskawicznie umówić przez internet wokół ważnej, zrozumiałej i porywającej dla nich idei. Nie potrzebują do tego związków, stowarzyszeń, struktur. Wystarczy godzina i płomień ogarnia społeczność, co obserwowaliśmy choćby w przypadku protestów przeciwko ACTA.

Rozmawiał Maciej Pietrzyk