„Mistewicz: Rostowski opowiadał, Balcerowicz próbował przekonywać”, Dziennik

21 marzec 2011 r.

„Jacek Rostowski położył nacisk na opowiedzenie pewnej historii językiem zrozumiałym dla przeciętnego odbiorcy, z kolei Leszek Balcerowicz próbował przekonywać, mniej zwracając uwagę na obawy odbiorców, na ich przygotowanie czy też jego brak” – uważa specjalista ds. marketingu politycznego Eryk Mistewicz.

„Rostowski wygrał początek i koniec debaty, a więc jej najważniejsze z punktu widzenia odbiorcy elementy. Rozpoczął, zamieniając debatę w rozmowę, czyli inaczej ustawił scenę. Zależało mu, aby ludzie lepiej zrozumieli, o co chodzi w tej dyskusji. Próbował przedstawić to plastycznie, np. mówiąc o 1 tys. zł, które trafia do OFE, aby następnie zostało pożyczone państwu.

Narzucał styl, wprowadzając dynamizm do debaty. Próbował też narzucić nieco lżejszy charakter rozmowy, przechodząc w każdym możliwym momencie z prof. Balcerowiczem na >>ty<<. Prof. Balcerowicz był natomiast zimny i twardy. W mojej ocenie zagubił się w szczegółach, które zdominowały jego przekaz.

O ile w podsumowaniu prof. Balcerowicz mówił o zastrzeżeniach konstytucyjnych, to Jacek Rostowski powiedział o tym, na co można by wykorzystać te środki, gdyby dług publiczny tak szybko nie przyrastał. To oznaczało większą zdolność Rostowskiego w komunikowaniu się z widzami, a co za tym idzie – z wyborcami.

Najważniejsze, że debata się odbyła, stanowiąc element widocznej ofensywy komunikacyjnej premiera i obozu rządowego”.