„Po co politycy gonią wielką wodę”, Dziennik

29 czerwca 2009 r.

 

To pasek TVN24 zaczął programować aktywność polskich polityków i wytyczać hierarchię problemów, którymi się zajmują – ocenia Eryk Mistewicz, konsultant polityczny. Kto przepuści istotną informacje, kto źle odczyta hierarchię zdarzeń ten oddaje pole konkurencji – podkreśla. 

Reakcje polityków na coraz mocniej dającą się Polakom we znaki powódź to kolejny znak, że polska polityka wyzbywa się programów i idei, stawiając na perfekcję w komunikacji społecznej. Kluczem do sukcesu przestało być pisanie ideowych manifestów i wygłaszanie kilkugodzinnych przemówień, rywalizacja idei, lecz monitoring paska TVN 24 i impulsowe reagowanie na pojawiające się na nim wydarzenia. 

To właśnie dlatego wszyscy politycy nagle przywołują wspomnienia z pierwszych prywatek i wizyty w Warszawie Michaela Jacksona. To dlatego tematem aktywności polityków, zarówno rządu, jak i opozycji, staje się nagle – z zaburzeniem hierarchii ich planowych działań – atak nowego szczepu grypy albo odwołanie po raz 287. ministra infrastruktury. 

I dlatego też na hasło „powódź” odpowiedź brzmi: „anulujemy spa, jedziemy do powodzian”. Niepodporządkowanie się paskowi TVN 24 oznaczałoby bowiem polityczne samobójstwo. Wynalezienie przez polityków własnego tematu, którego nie ujmuje hierarchia telewizyjnego paska, pozostanie zaś niezauważonym. 

Politycy zdali sobie sprawę, że przegrali wyścig na kreowanie wydarzeń, narzucanie mediom „tematów dnia”. Nie pozostaje im nic innego jak szybkie przemieszczanie się w ślad za kamerami stacji informacyjnej i „Błękitnym 24″, flagowym helikopterem wytyczającym marszrutę polskiej polityki. 

To, że „Błękitny 24″ startuje do Kamienia Pomorskiego, gdzie płonie dom opieki społecznej i giną ludzie, stanowiło przed kilkoma miesiącami informację generującą serię politycznych zdarzeń. W ślad za helikopterem TVN 24 ruszył premier Donald Tusk z szefem MSWiA. Dopiero rano, także z TVN 24, o pożarze dowiedziała się Kancelaria Prezydenta i sam prezydent. Kolejna kawalkada, tym razem z panem prezydentem, ruszyła do dogaszanego pogorzeliska. Urzędnik Kancelarii Prezydenta nie zdzierżył: „premier nie poinformował prezydenta”. I odpowiedź szefa kancelarii premiera: „przynajmniej jeden z 600 urzędników w pałacu mógłby mieć włączony telewizor”. 

Od tego czasu odrobiono kolejną z lekcji nowoczesnego PR. W gabinetach wszystkich szefów klubów parlamentarnych, u wszystkich ministrów – zarówno rządu Donalda Tuska, jak i kancelarii Lecha Kaczyńskiego – TVN 24 włączony jest od rana do późnej nocy. Aplikację z informacjami wprost ze stacji zainstalowali na laptopach asystenci. Pasek TVN 24 programować zaczął aktywność polskich polityków i wytyczać hierarchię problemów, którymi się zajmują. Kto przepuści istotną informację, a przede wszystkim kto źle odczyta hierarchię zdarzeń, ten oddaje pole konkurencji. 

Politycy już wiedzą, że przegrali. To nie oni będą odtąd narzucać „agendę dnia”. Stracili fascynującą szansę budowy świata opisanego przez teoretyków komunikacji społecznej przed ponad 30 laty – przytrzymywania opinii publicznej na wybranych wydarzeniach i pomijaniu innych. Zasada McCombsa i Shawa z 1972 r.: „nie mówić ludziom, co mają myśleć, lecz na czym powinni skoncentrować swoją uwagę”, zdefiniowała na kilka dziesięcioleci kierunek komunikacji politycznej. Politycy zaczęli żyć w przekonaniu, że ramię w ramię z mediami, manipulując nimi i spinując je, razem formatują umysły odbiorców. Judith Lazar jeszcze w 1992 r. konstatowała „zbieżność hierarchii wydarzeń przedstawianych w mediach z hierarchią wydarzeń uznawanych za ważne ze strony polityków, a co za tym idzie – publiczności”. Szybko okazało się jednak, że dynamika zmian w świecie mediów, rosnąca konkurencja nadawców, presja natłoku informacji u odbiorców, wreszcie kryzys wywołany presją nowych technik i eksplozją internetową spowodowały, że to media uznały, że są korpusem psa, politykom przeznaczając pośledniejszą rolę jego ogona. 

I rzeczywiście, dziś większość polityków pozostaje bierna w czekaniu na narrację przygotowywaną przez media, rozpalającą emocje i dającą widzom wrażenie uczestnictwa w wydarzeniach. To TVN 24 – znów ona, bowiem jak żadna inna stacja w Polsce nie zdefiniowała i nie realizuje swej roli zgodnie z najnowszymi osiągnięciami teorii i praktyki komunikacji masowej – wskaże liderom sceny politycznej bohaterów powodzi. Reporterki i reporterzy TVN 24 już przecież szukają fascynujących narracji, emocjonujących stories. Politycy używający Twittera mogą śledzić zainteresowania dziennikarzy – i być o krok przed konkurencją. Dowiedzieć się, że jutro, pojutrze fala powodziowa opisywana dotąd poprzez liczbę zalanych gmin przybierze formę historii o odważnym strażaku lub – lepiej – pięknej studentce, która w środku nocy uratowała z powodzi trójkę dzieci i dwa wystraszone kotki. 

Rasowemu liderowi nowoczesnej polityki nie pozostanie wówczas nic innego jak dotrzeć do pięknej i bohaterskiej studentki, nagrodzić ją uściskiem dłoni i zapowiedzią stypendium gwarantującego dalsze kształcenie. Telewizja informacyjna zaś dołoży szansę występu w którymś z show, od Ewy Drzyzgi poprzez „Milionerów” aż po „Taniec z gwiazdami”. O tym zaś, do którego domu trafią dwa kotki uratowane z powodzi, zadecyduje debata telewizyjna polityków koalicji i opozycji, która stać się zresztą może najważniejszym wydarzeniem w polskiej polityce tego lata.

Eryk Mistewicz