„Prezydent został sam” Dziennik

29 grudnia 2008 r.

Strategia Piotra Kownackiego może być dla Pałacu Prezydenckiego kołem ratunkowym, gdyż nic gorszego już Pałacu i Lecha Kaczyńskiego ze strony mediów spotkać nie może – tłumaczy w DZIENNIKU Eryk Mistewicz, specjalista od marketingu politycznego. 

Żaden polityk od czasów Richarda Nixona nie pokusił się na zaatakowanie mediów, ale wielu próbuje. Strategia Piotra Kownackiego może być dla Pałacu Prezydenckiego kołem ratunkowym. 

Po pierwsze, nic gorszego już Pałacu i Lecha Kaczyńskiego ze strony mediów spotkać nie może. Granice – także zwykłej ludzkiej przyzwoitości w opisywaniu Prezydenta RP a wcześniej braci Kaczyńskich – zostały przecież wielokrotnie przekroczone. 

Po drugie, atak na media jest prostym zabiegiem marketingowym: Prezydent dużo robi, ale to media są złe, bo tego nie pokazują będąc stroną w politycznym sporze, który tak was – moi kochani obywatele – męczy. Zabieg ten będzie jednak wzmacniał głównie już zdobyty elektorat. 

Po trzecie, stawia sprawę nad wyraz jasno, bez niedomówień („tu my, tu wy”), utrudniając dziennikarzom „rozgrywanie Pałacu”. Prezydent musiał wreszcie zorientować się, że najłatwiej przebijają się ci, którzy najchętniej dają się dziennikarzom owinąć wokół palca. Odtąd wszyscy jesteście siebie warci, tak jak my jesteśmy odtąd jedną drużyną – zdaje się mówić rozmówca „Dziennika”. 

Po czwarte, atakując dziennikarzy minister Kownacki postawił ich w wyjątkowo paskudnej sytuacji, bo to oni będą musieli teraz dowieść, że są tak samo obiektywni wobec prezydenta, jak wobec premiera. 

Po piąte jednak, teza że to media odpowiadają za notowania głowy państwa nie do końca jest prawdziwa. Podejście do komunikacji politycznej przez Kancelarię Prezydenta było przez pół kadencji wyjątkowo archaiczne. A sukces w rządach dusz to dziś marketing narracyjny: emocjonujące historie opowiadane z wypiekami na twarzy, zrozumiałe dla każdego, łączące np. politykę z elementami popkultury i kreujące Donalda Tuska na polskiego Indianę Jonesa. Nie należy się obrażać na ludzi, że kibicują przygodom takiego bohatera, nie chcą wychodzić z kina, domagają się kolejnych odcinków. I nie chcą iść na jakiś mroczny, kiepsko zmontowany film dla koneserów, choćby prawdziwy, choćby o wartościach. Ekipa Pałacu Prezydenckiego w sferze narracji zmarnowała trzy lata i dziś zbiera tego żniwo. Media poszły za ludźmi, ludzie poszli za mediami, a Prezydent został sam. Teraz minister Kownacki powiedział: „basta!”. Ciekawe, co w następnym odcinku.

Eryk Mistewicz