„Mistewicz o sprawie Sawickiej: Każdy ma swoją opowieść”, Fakt

18 maja 2012

Beaty Sawickiej w przestrzeni publicznej nie ma i już raczej nie będzie – mówi ekspert od marketingu narracyjnego

Z Erykiem Mistewiczem rozmawia Mikołaj Wójcik:

Do tej pory w społeczeństwie królowała narracja o biednej posłance, którą zbałamucił przystojny agent, a która w dowód gorącego uczucia weszła w ciemne interesy z nim. Ale wczoraj zapadł wyrok dla posłanki skorumpowanej, a nie romansującej.

– Nie ma już Beaty Sawickiej w przestrzeni publicznej. Nie ma szans na odbudowanie jej pozycji w świecie polityki czy administracji. Opowieść o niej jest jednak wciąż taka sama. Niezależnie od rozstrzygnięć sądu jedni wierzą, że jest ofiarą, może nie całkiem niewinną, ale jednak ofiarą służb i polityki, ofiarą kampanii wyborczej sprzed lat. A drudzy od początku wiedzieli, że jest winna i jedynie zaproponowała nam w Sejmie łzawy spektakl, wyreżyserowane show. Ci drudzy rzeczywiście mogą dziś z dumą pokazywać wyrok sądu, ale ci pierwsi i tak zostaną przy swoim zdaniu.

Sąd wyraźnie zaznaczył, że najpierw był gotowość posłanki do „kręcenia lodów”, a dopiero potem pojawiło się CBA.

– Rolą poselskich odgromników, z reguły posłów trzeciego garnituru, we wszystkich partiach jest zawsze to samo: wychodzenie do dziennikarzy w Sejmie i bez zmrużenia okiem mówienie, że nasz jest dobry a tamten, z innej partii jest zły. To element spektaklu. Jedni są w odgrywaniu roli odgromnika dobrzy, inni jeszcze muszą się uczyć, aby mówić z większym przekonaniem. Ale to przecież tylko kwestia czasu. Natomiast pozytywnie oceniam zdanie premiera, przepraszajacego Polaków za Sawicką.

Sawicka zapewniała, że skomentuje własny wyrok. Nie zrobiła tego, nie wyszła do dziennilkarzy i nic nie powiedziała. To milczenie jej pomoże? W 2007 r. łzy jej i Platformie pomogły.

– Nie ma żadnej potrzeby, aby teraz występowała. Jej już w przestrzeni publicznej, powtórzę, nie ma i raczej nie będzie. Jedni i drudzy, i PO i PiS, wiedzą zaś od początku „jak było”. Premier Donald Tusk, przypomnę, rozpoczął pierwszy klub PO w poprzedniej kadencji od filmu z jej udziałem. Ku przestrodze własnych szeregów.

W ciągu miesiąca to już drugi wyrok skazujący „ofiary” CBA – pierwszy był Tomasz Lipiec. Czy krótko lub długofalowo może to zmienić wizerunek Mariusza Kamińskiego z nieudolnego szefa służby specjalnej na szeryfa, któremu historia oddaje sprawiedliwość?

– Niektóre media i tak orzekły, że niezależnie od werdyktu sądu, winne jest PiS. A konkretnie Jarosław Kaczyński. Bo szczuje ludzi. Jedni reagują na te słowa z oburzeniem, inni przyklaskują, ale nic to nie zmienia. Każdy opowiada swoją opowieść: dla jednych Mariusz Kamiński jest bohaterem narodowym, dla innych prowokatorem i złym człowiekiem. I tak już zostanie. Każdy karmi swoją opowieścią swoich wyznawców.

Eryk Mistewicz jest konsultantem politycznym, ekspertem od marketingu narracyjnego