„Tusk jak Elżbieta Jaworowicz?”, Fakt
23 września 2011

Telewizyjny objazd Donalda Tuska po kraju to oczekiwanie przez dużą widownię na wielką opowieść. Oczekiwanie z dnia na dzień coraz silniejsze. Kolejne mijane miejscowości i napotykane problemy są już nieco monotonne. Wciąż nie ma opowieści - mówi Eryk Mistewicz, konsultant polityczny, autor m.in. „Marketingu narracyjnego

Nadal brak tych kilku sekund, które zadecydują o tym, że ludzie opowiadać będą sobie o tym, co też bohaterskiego wydarzyło się na trasie, jakim też rycerskim gestem wykazał się ten polityk. Donald Tusk dobrą scenką może zyskać wówczas nagle kilkadziesiąt tysięcy głosów dla swej partii. A mogą to być głosy decydujące o utrzymaniu rządów. Lub głosy te trafią do opozycji, jeśli zmęczonemu premierowi przytrafi się wizerunkowa katastrofa.

Sam fakt, że Donald Tusk nie boi się stanąć „oko w oko” z Polską daleką od wielkich miast, że wchodzi w rolę Elżbiety Jaworowicz, to za mało. Choć tam, dokąd nieoczekiwanie przybywa, podobnie jak przyjazd „Sprawy dla reportera”, jest to wydarzenie.

Widownia nadal czeka na wielką opowieść. Na te kilka sekund, o których będziemy mówili, które będziemy roztrząsali. Na łzę starszej kobiety i na błyskawiczną reakcję premiera lub jego zaniechanie. Na przytulenie chorego dziecka lub odburknięcie. Na tę chwilę, która może rozstrzygnąć o wyniku wyborów.