Czy można jeszcze zaufać Google i Facebookowi?
Forbes

4 listopada 2013 r.

forbesSkojarzenie nowych mediów z globalną kontrolą stanowi największe – od czasu eksplozji bańki internetowej – uderzenie w wiarygodność firm tego sektora

Ladar Levison, założyciel Lavabit, operatora kont e-mailowych zawiesza funkcjonowanie firmy. Woli zamknąć działalność, niż dostarczać służbom możliwość stałego i poza jakąkolwiek kontrolą monitorowania kont swoich klientów.

Tymczasem Google, Facebook,Apple, Yahoo, Microsoft, AOL nie mają takich zastrzeżeń i tworzą w dostarczanych przez siebie systemach i aplikacjach, które użytkownicy finalni instalują na swoich smartfonach i komputerach, korytarze dla służb. Dzięki temu wywiad amerykański uzyskuje możliwość niewidocznego dla abonentów śledzenia on-line ich aktywności, wpisywanych i wypowiadanych w aplikacjach słów wraz z precyzyjną geolokalizacją aparatu. Otrzymują także możliwość zdalnego uruchamiania i wykorzystywania smartfonów w charakterze stacji transmisyjnych przekazujących – całkowicie bez świadomości użytkownika – zarówno dźwięki jak i obrazy.

Dziś giganci świata 2.0 są największymi przegranymi „sprawy Edwarda Snowdena” – ujawnienia informacji o gigantycznej wprost skali inwigilacji prowadzonej przez instytucje wywiadowcze.

Dzięki danym ujawnianym przez Snowdena rośnie świadomość użytkowników sieci. Codziennie napływają – i znajdują odzwierciedlenie nie tylko w serwisach politycznych, ale i technologicznych czy na popularnych portalach – kolejne doniesienia o podsłuchach, kontroli e-maili i SMS-ów papieża Franciszka, Angeli Merkel, 35 liderów świata, szefostwa francuskiego ministerstwafinansów i budżetu (co przecież nijak nie może mieć związku z ochroną przed terroryzmem, nosi zaś cechy typowego wywiadu gospodarczego). Dziś we Francji czy Niemczech rośnie przekonanie, że usługi Google, Facebooka, Apple, Yahoo, Microsoftu, AOL – również te dedykowane biznesowi – nie odpowiadają standardom bezwzględnej ochrony danych, także przed konkurencją.

Skojarzenie nowych mediów z globalną kontrolą stanowi największe jak dotąd – od momentu eksplozji bańki internetowej - uderzenie w reputację firm tego sektora. Zakwestionowano bowiem wartości stanowiące podwaliny tego świata: zaufanie i wiarygodność.

Jeśli członkom gabinetu Davida Camerona zakazano wnoszenia iPadów na posiedzenia rządu (z obawy przed ich zdalnym uruchomieniem i funkcjonowaniem niczym podsłuchowe pluskwy), wkrótce podobnych restrykcji można spodziewać się na spotkaniach rad nadzorczych i zarządów firm.

Przez kilka lat Apple pracował nad autoryzacją dostępu do serwisów opartą o weryfikację odcisku palca. Jak na ironię – technologia ta została zaprezentowana szerokiej publiczności w tygodniu, w którym raporty Snowdena pokazały, do czego jeszcze może ona służyć, a co znacznie przekracza proponowane przez Apple zastosowanie. Kto dziś zaufa tak silnej ingerencji firm technologicznych w sferę prywatności?

Od kilku lat jesteśmy zapewniani o całkowitym bezpieczeństwie technologii opartej na Cloud Computing. W „chmurę” skierować powinniśmy wszystkie swoje zdjęcia, teksty, dane, nagrania, nawet najbardziej intymne i te przemawiające przeciw nam, a będą tam one dostępne tylko dla nas – przekonywały nas reklamy i akcje marketingowe, przekonywali kolejni paneliści podczas licznych sympozjów. Wystarczył jeden Edward Snowden z prezentacjami amerykańskich służb, aby zakwestionować rzetelność wykorzystania tej technologii przez jej dostawców. Kto dziś zaufa firmom oferującym Cloud Computing? A przypominam, że mówimy o sektorze usług, których wartość jeszcze do niedawna szacowano na miliardy dolarów.

Dziś sześć czołowych firm technologicznych współpracujących dotąd z NSA - Facebook, Google, Apple, Yahoo, Microsoft i AOL – ogłasza, że chce ustanowienia reguł tej współpracy, powołania ciała kontrolującego sposób wykorzystywania danych pozyskanych od firm. To także najlepsza strategia ratunkowa dla branży w tej sytuacji. Bez realnego zapewnienia ochrony prywatności użytkowników trudno wyobrazić sobie dziś rozwoju świata nowych mediów, gospodarki cyfrowej, cloud computingu, m-commerce. W podobny sposób kwestię tę stawiają dziś szefowie resortów cyfryzacji państw unijnych i Komisja Europejska.

Nie mam wątpliwości, że koszty raportów Edwarda Snowdena uderzających w sektor IT będą olbrzymie, zaś zaufanie klientów będzie być może równie niełatwe do odzyskania, jak zaufanie inwestorów po wybuchu pierwszej bańki internetowej.

Eryk Mistewicz