„Google Glass jak Segway. Bez szans”
Forbes

7 stycznia 2014 r.

forbesGenialne, okrzyczane wynalazki, które miały ułatwiać życie, nie przyjmują się nie dlatego, że nie są dobre – one są doskonałe! Nie dlatego, że technicy, inżynierowie czegoś nie dopracowali, o czymś zapomnieli – urządzenia te funkcjonują jak należy, spełniają wszystkie swoje zadania! I nawet nie dlatego, że są zbyt drogie albo zbyt skomplikowane – nawet uproszczone do maksimum i dotowane przez producenta nie znajdują odbiorców. A więc dlaczego?

Segway miał zrewolucjonizować masowe poruszanie się ludzi po miastach. Nazwano go nawet Segway PT, Personal Transporter. Dean Kamen budował go przez dziesięć lat za ponad 100 milionów dolarów. W zamkniętym funduszu wspierającym budowę byli najwięksi przedsiębiorcy świata. Wynalazek nazywano „większym i ważniejszym niż internet”. Skuter żyroskopowy rozwija prędkość do 20 km/h przy zasięgu 24 km, mikroprocesory i czujniki rejestrują najmniejsze poruszenia użytkownika, zmieniając kurs; pojazd nie potrzebuje hamulca, wytracając prędkość, aby się zatrzymać; wie, dokąd chcemy jechać, mówiono: jest genialny, za chwile wszyscy tak będziemy się poruszać po miastach.

Minęło 14 lat i nic. Nie poruszamy się tak po miastach. Czasami przejedzie obok nas ochroniarz na warszawskim lotnisku Chopina, porażająco wysoki, czasami migną w telewizji policjanci chińscy na Segwayach jako symbol kontroli nad społeczeństwem, czasami minie nas w jakimś mieście, na Starówce, w strefie turystycznej wycieczka na Segwayach. Ludzie, którzy chcą wsiąść często pierwszy i ostatni raz. „Fajnie. Ale coś jednak nie pasuje”.

Wsiadłem na Segway, założyłem Google Glass. I chyba wiem, czym jest to „coś, co nie pasuje”.

Tak jak Segway miał zrewolucjonizować sposób naszego poruszania się po miastach, tak Google Glass miał zrewolucjonizować nasz sposób komunikowania się, miał ułatwić nam orientowanie się i korzystanie ze świata informacji, Znów miliony dolarów, a może i miliardy, wliczając inne serwisy przygotowywane przez koncern dla potrzeb okularów łączących nas z siecią (tak, wiem, to uproszczenie, przecież to genialny wynalazek, nie zwykłe okulary z weneckim lusterkiem i rzutnikiem informacji, wmontowaną w oprawkę kamerkę).

I znów te same słowa, zdania, jak kilkanaście lat temu przy wprowadzaniu Segwaya na rynek. „W ciągu kilku lat wszyscy będziemy ubrani w Google Glass” – przekonują piewcy nowinki.

Wątpię. Nosiłem Google Glass, sprawdzałem funkcjonalności. Kierunek łączenia człowieka ze światem wirtualnym jest kierunkiem oczywistym (pisałem o tym w „Forbesie”), oczywiste są poszukiwania opasek na nadgarstki, inteligentnej odzieży, zegarków, klamerek do pasków, okularów, a w przyszłości być może chipów; czegoś, co w sposób jak najmniej inwazyjny, jak najbardziej inteligentny połączy nas z siecią. Jednak mam wrażenie, że „tym czymś” nie są okulary Glass. Nie są ani nieinwazyjne, ani inteligentne, nie ułatwiają relacji i nie przyspieszają komunikacji

zdjęcie

www.instagram.com/erykmistewicz

Nawet w sytuacjach dalekich od intymności, w zwyczajnych rozmowach biznesowych, towarzyskich, moi rozmówcy czuli się niekomfortowo, ja również. Szczególnie po ujawnieniu przez Edwarda Snowdena skali inwigilacji łączącej gigantów świata nowych mediów i służby specjalne, transmitowanie w nieznanym dla mnie (i dla moich rozmówców) treści, obrazu, dźwięku, naszych ustaleń i rozmów nie wydaje się zbyt rozsądne. Pisałem o tym na łamach „Forbesa”, wskazując na skutki, jakie będzie miała sprawa Snowdena dla branży IT. Najdosadniej obawy te określił dziennikarz magazynu technologicznego „Wired”: „Ludzie nie będą się powstrzymywać, aby mówić otwarcie, że jeśli chcesz rozmawiać, powinieneś zdjąć Google Glass. A w ogóle to bez sensu. Po prostu nazwą cię dupkiem”.

Tak jak po przejechaniu się raz czy drugi Segwayem, nie mam zamiaru korzystać z niego, tak odłożyłem Google Glass. Nie potrzebuję ich do robienia zdjęć, nie przydają się do nawigacji, w inny sposób pochłaniam teksty, inaczej wyszukuję informacje od przyjaciół. I nawet nie chodzi o to, że Google walcząc z Facebookiem nie ma zamiaru dopuścić aplikacji Facebooka do swojego systemu, promując Google Plus. Nie chodzi też o to, że Google walcząc z Apple, nie chce zgodzić się na połączenie ich z iPhone’ami. Ani o szybkorozładowujące się baterie.

Nie chcę jeszcze bardziej uzależnić się od sieci. Nie chcę też przenosić życia swojego i wszystkich, z którymi rozmawiam do świata, którego w najmniejszym nawet stopniu nie kontroluję. Nie chcę filmować randki, porodu dziecka ani jego kąpieli. Ale też to nie jest pełna odpowiedź.

Segway i Google Glass łączy to, że wchodzą w klasyczne zwarcie z archetypami, mitami, przekonaniami, wartościami wyznawanymi niezależnie od rejonu świata, rasy, religii. Wartości te są niezmienne od tysięcy lat. Wręcz wimplantowane w nasz genotyp.

Segway Personal Transporter? Wielkie, przerażające nas rydwany, nadnaturalnej wielkości ludzie. Reprezentanci takiego samego gatunku jak my, ale górujący nad nami swymi głowami. Tak mogą poruszać się chińscy policjanci, tak mogą poruszać się ochroniarze w galeriach handlowych, ale przecież nie wypada, abyśmy my tak się poruszali.

Google Glass? Nie wypada donosić na innych, nie wypada się chwalić, nie wypada „kablować”. Nie wypada rozmawiać z kimś innym w trakcie rozmowy z drugim człowiekiem. Nie wypada wyszukiwać na jego temat w tym czasie informacji. Tak jak nie wypada dłubać sobie w nosie, tak nie wypada grzebać komuś w życiorysie i danych w czasie rozmowy. No i cóż, niezbyt miło jest być „dupkiem”.

Technolodzy, inżynierowie, handlowcy, ekonomiści, często nawet marketingowcy nie znają mitów, nie rozumieją siły archetypów; filozofię i historię, badania etnograficzne traktują jak nieszkodliwe pasje maniaków, nie przekładające się na ich produkty. O tym, jak bardzo się mylą, nie powiedzą im żadne badania fokusowe. Aby to zrozumieć, trzeba mądrości lidera, futurologa, filozofa technologii. Po czternastu latach Segway nie przyjął się. I wiele wskazuje na to, że Google Glass czeka to samo.

Eryk Mistewicz

  • Leszek Cichon

    Panie Eryku,to są przykłady chyba nie bardzo komukolwiek potrzebnych wynalazków,podobnie jak 3d,po którym po godzinie ogladania są zawroty głowy i ból głowy.Lepiej nie poprawiać natury.Oczy i nogi są tak doskonałymi ‚wynalazkami”,że nie ma potrzeby ich udoskonalania!