Eryk Mistewicz o kampanii wyborczej: „amunicja jest już zgromadzona”
Onet.pl

31 marca 2015 r.

- Dziwiłbym się, gdyby któryś ze sztabów teraz wykorzystywał te najsilniejsze, najważniejsze argumenty na rzecz swojego kandydata bądź przeciwko konkurentowi. Ta amunicja jest już jednak zapewne zgromadzona – ocenia Eryk Mistewicz, ekspert strategii marketingowych.

Jacek Gądek: – Bardzo surowy wyrok, jaki usłyszał były szef CBA Mariusz Kamiński (PiS) może wpłynąć na bieg kampanii prezydenckiej?

Eryk Mistewicz: – Dziś, co wynika z badań, coraz mniejsza jest już grupa wyborców niezadeklarowanych. Rośnie natomiast – z tygodnia na tydzień – grupa wyborców, którzy już wiedzą, że pójdą na głosowanie. A zrobią to dlatego, by poprzeć swojego kandydata przeciwko jego konkurentowi. W ostatnich tygodniach kampanii wzmacnia się duopol: Bronisław Komorowski i Andrzej Duda będą coraz silniejsi. Słabnąć będą pozostali kandydaci, zliczani wspólnie, i to mimo że przed nami dopiero I tura wyborów.

Ci wyborcy, którzy już się zdecydowali na któregoś z kandydatów, stają się coraz bardziej zdeterminowani. Informacje o skazaniu Mariusza Kamińskiego do tych wyborców docierają, ale jedynie ich umacniają w podjętej decyzji.

- Wedle sondaży Bronisław Komorowski notuje spadki, a Andrzej Duda – z pewnymi wyjątkami – zyskuje.

- Nieszczególnie też rośnie poparcie kandydatom z miejsc czwartego, piątego, szóstego… Wpływ tego typu wydarzeń jak wyrok na Kamińskiego, na całokształt kampanijnej sceny jest śladowy. Nie widzę w tej chwili takiego wydarzenia, które mogłoby już teraz przeważyć szalę zwycięstwa na stronę którejś z dwóch dominujących stron. Jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie na rozstrzygnięcia „totalne”.

- Jak te ostatnie tygodnie będą rozgrywane przez sztaby Komorowskiego i Dudy?

- Decydujący będzie ostatni tydzień kampanii: wtorek, środa przed I turą wyborów. Sztaby będą wówczas wręcz bębnić z całych sił w przestrzeni publicznej takimi przekazami, na który druga strona nie będzie potrafiła bądź nie będzie miała już czasu odpowiedzieć. Który przekaz będzie wówczas – w tych ostatnich dniach – lepszy, ten kandydat może coś jeszcze wywalczyć na ostatniej kampanijnej prostej. Wywalczyć u tych, którzy dziś szczególnie nie planują pójścia do wyborów.

- A sprawa in vitro, SKOK-ów i procesu Mariusza Kamińskiego?

- To dopiero przedbiegi.

- In vitro…

- …jedynie umacnia przekonanych zwolenników i przeciwników tej metody. Z kolei temat SKOK-ów jest – poza elitami – niezrozumiały dla Polski powiatowej, w której SKOK-i przecież działają.

- Bardzo często prezentowane przez polityków PiS zdjęcie prezydenta Komorowskiego w towarzystwie panów ze SKOK-u Wołomin, którzy mają belki na oczach, nie jest w stanie zrobić wrażenia na tych wyborcach?

- Nie do końca, a to dlatego że wyborcy oczekują też pewnej powagi. Błędem sztabowców bywa często zatracanie się w takich sztuczkach marketingowych. A to nie sprzyja powadze kandydatów na prezydenta – są na to zresztą narażone obydwie strony.

Dziwiłbym się jednak, gdyby któryś ze sztabów teraz wykorzystywał te najsilniejsze, najważniejsze argumenty na rzecz swojego kandydata bądź przeciwko konkurentowi.

- Zatem sztaby gromadzą amunicję?

- Ta amunicja jest już jednak zapewne zgromadzona, ale teraz nie jest ten moment, aby operować rozstrzygnięciami tego typu.

- Bo?

- Dopiero w ostatnim tygodniu wyborcy niezaangażowani – ci, których wciąż jest przecież wielu, i o których tak naprawdę chodzi – mogą zdecydować o udziale w wyborach.

- I to w wyniku gry sztabów na ich emocjach? Na ostatniej prostej przedstawić jakiś konkretny program i dotrzeć z nim do wyborców byłoby trudno.

- We współczesnej polityce nie mówimy już o sporze programowym. Ludzie najczęściej idą do wyborów wskutek poczucia zagrożenia – takie są ich doskonale zbadane, opisane na wszystkie sposoby motywacje. Kto wywoła lepiej efekt zagrożenia, także swoim kontrkandydatem i jego zapleczem, ten zwykle wybory wygrywa.

Rozmawiał Jacek Gądek