Eryk Mistewicz: Pięć kroków do naprawy Polski
Rzeczpospolita
11 stycznia 2017 r.

Fundamentalne zasady współpracy rządu z opozycją.

Co możemy jeszcze zrobić, abyśmy byli wspólnotą? Czy jest szansa, byśmy cofnęli się o krok, nie zamieniali w dwa warczące na siebie, agresywne plemiona? Jak zmniejszyć poziom napięcia na scenie publicznej, napięcia które służy wszystkim stronom politycznego sporu, ale niszczy nasze rodziny, atmosferę przy wigilijnym stole, wreszcie degraduje do immentu życie społeczne? Czy jeszcze mamy szansę? A jeśli tak, to pod jakimi warunkami?

1. Uznanie werdyktu wyborczego. Uznanie, że wybory odbyły się w sposób uczciwy, demokratyczny, przejrzysty. Uznanie, że Naród – trudno, tak się stało – zadecydował. Decyzja to niezmienna, przynajmniej do najbliższych wyborów.

Mimo że minęło już półtora roku (!) od wyborów prezydenckich i parlamentarnych, przegrani nie pogodzili się z wynikami. Nie wyprowadzili wniosków co do przyczyn swojej porażki, nie opracowali pogłębionych badań, analiz, nie do końca wiedzą, gdzie popełnili błędy, nie postawili sobie jasnej drogi odpracowania wyniku u opinii publicznej. Nie przyjmują bowiem swojej porażki do wiadomości. Rządy sprawują „marne kreatury”, które wzięły się na ich miejscach w niewiadomy sposób. Takie rozumowanie prowadzi opozycję na manowce, nie pozwala jej na rozliczenie tego, co było, na rozwój, ruszenie do przodu.

Ale też – co z punktu widzenia całej społeczności ważniejsze – nie pozwala wspólnie pracować nad rozwiązaniem polskich spraw.

2. Opozycja jest potrzebna. Oczywiście, przejęciu władzy towarzyszy wszędzie w świecie wymiana ekip, najczęściej zresztą o wiele szybciej i „głębiej” niż w Polsce. Ale też w innych krajach jest przestrzeń dla opozycji, o którą dbają… rządzący.

W innych, mądrzejszych państwach, wiele instytucji ma kadencje, które rozmijają się z kalendarzem wyborów parlamentarnych. Takimi instytucjami są np. instytucje kontrolne, stanowiska w wojsku czy wymiarze sprawiedliwości, ale także instytucje regulacyjne niezależne od ministrów.

Elity tworzą w innych krajach wspólnie: aktualnie rządzący i aktualna opozycja. Elity tworzone są bowiem na podwalinach trwalszych niż bieżący taki czy inny konflikt. Elity kierują się ku przyszłości kraju, narodu. Ku temu, w jakich warunkach żyć będziemy nie tylko my, ale też nasze dzieci i wnuki.

Mądre państwo to mądra władza znajdująca mądre miejsce dla mądrej opozycji. Inne kraje pokazują, że jest to możliwe.

3. Dbanie o przestrzeń wspólną. Hołubienie jej. O wspólne przestrzenie spotkań, rozmów, debat, dyskusji. O to, co łączy i miejsca, w których można – bez kamer – po prostu porozmawiać. Niegdyś takimi miejscami były salki przy kilku kościołach. Później miejscem takim były pomieszczenia Polskiej Akademii Nauk. Jeszcze później ośrodki znajdujące się w gestii rzecznika praw obywatelskich (w czasach Janusza Kochanowskiego) czy Kancelarii Prezydenta RP (w czasach Lecha Kaczyńskiego). Nie ma już tych osób, miejsca pozostały – pozbawione ducha. Uczelnie wyższe także uciekają od misji organizowania przestrzeni wspólnej, zamieniając się w maszynki do zdobywania punktów przez kadry dydaktyczne.

Brak przestrzeni wspólnej doskwiera szczególnie w momentach kryzysów, ostatnio kryzysu, który przybrał postać permanentną. Nie jest już taką przestrzenią parlament (większość jest większością i nie ma potrzeby dopuszczania do głosu ani tym bardziej wsłuchiwania się w racje mniejszości). Nie są taką przestrzenią studia telewizyjne i radiowe (ani nawet samochody, którymi posłowie zmierzają na audycje, jeśli już jadą razem, coraz rzadziej zresztą, panuje w nich cisza). Nie są taką przestrzenią łamy pism (zresztą, kto by pisał, i kto by czytał). Zainicjowany przeze mnie przed trzema laty w Instytucie Nowych Mediów portal liderów opinii WszystkoCoNajwazniejsze.pl, w którym dobrze się czują reprezentanci zwaśnionych stron, to wciąż przecież miejsce niszowe. Ciekawe, intrygujące swą różnorodnością, ale niszowe. Oby takich miejsc więcej!

Brak dziś projektów łączących, realizowanych przez reprezentantów różnych (także przeciwstawnych sobie) środowisk, realizowanych i przez rządzących, i przez opozycję. Projektów, które pozwoliłyby im powrócić do normalnego stylu pracy cywilizowanych ludzi, ot choćby przy planowaniu rozwiązań autostradowych czy kolejowych (wiadomo, że realizowanych przez 20 czy 30 lat, a więc kilka kadencji, w gestii różnych sił politycznych). Nie są takimi projektami już nawet projekty na styku samorządów i władz centralnych, na etapie wygaszania.

Jedynym dużym projektem wspólnym rządzących i opozycji jest dziś już chyba tylko projekt Łódź Expo 2022 – zainicjowana przez Hannę Zdanowską (wówczas w PO) ważna inicjatywa wypromowania Łodzi i Polski poprzez organizację Wystawy Światowej Expo 2022, wsparta przez Piotra Glińskiego (wicepremiera z rządu PiS otwierającego łódzką listę tej partii). Realizowana dziś wspólnie przez wszystkich, którym zależy na Łodzi. Dlaczego takich wspólnych projektów, projektów ponad sporem, nie mamy więcej?

4. Integralność terytorialna. Wszelkie kwestie związane z obronnością, bezpieczeństwem narodowym sensu largo, sojuszy obronnych, zapewnienia stabilizacji w armii, policji, formacjach paramilitarnych, sposób zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom nie mogą stanowić przedmiotu licytacji między partiami.

Przekłada się to na nieatakowanie ministra obrony narodowej i szefa MSW sprawujących nadzór nad siłami zapewniającymi bezpieczeństwo na podstawowym elementarnym poziomie nam i naszym rodzinom.

Nie gramy sprawami uzbrojenia, nie kwestionujemy sojuszu z NATO, nie wspieramy sił (zarówno dyplomacji, jak i soft power, czyli mediów obcych krajów) w ich działaniach zmierzających do deprecjonowania naszego kraju. Nie pomagamy w osłabianiu zdolności obronnych kraju.

5. Sprawy krajowe zostawiamy w kraju. Nie prosimy o interwencje obcych dworów. Nie zwracamy się do obcych panów. Nie osłabiamy pozycji swego kraju. Nie rozpętujemy niezrozumiałych dla innych wojenek, nie eskalujemy oskarżeń wobec naszych współbraci tylko dlatego, że są oni z innego obozu politycznego. Nie szkalujemy własnego kraju.

Dotyczy to wszystkich, niezależnie od tego, kto akurat jest przy władzy.

W mądrych krajach zresztą niewywlekanie spraw krajowych na inne dwory wynika chyba właśnie z tego doświadczenia: po kilku stuleciach lub przynajmniej stuleciu demokracji przekonano się, że władza nie jest dana raz na zawsze; że raz my jesteśmy władzą, a raz wy opozycją, z kolei po paru czy parunastu latach sytuacja się odwraca. Nie ma więc najmniejszego sensu ani wycinać się do cna, ani niszczyć instytucji, ani odwoływać się do wsparcia zagranicy, które zawsze będzie obniżało reputację kraju. Kraju, w którym dziś rządzicie wy, ale za parę lat jest szansa, że będziemy rządzili my. Nie ma więc najmniejszego sensu, aby się przedstawiać – choćby w instytucjach kredytowych, ustawiających ratingi, a co za tym idzie koszty zadłużenia kredytowego – jako naród bezrozumny, nielogiczny, groźny.

Zniszczyć reputację kraju, narodu (przedstawianego jako ostoja faszyzmu, antysyjonizmu, prostactwa, łamania praw obywatelskich) jest bardzo prosto. Odbudowa trwa jednak długo. Dłużej niż jedna kadencja w parlamencie.

Niszcząc reputację kraju za granicą dziś, przyczyniamy się do postrzegania naszego kraju także wtedy, gdy dojdziemy kiedyś do władzy. Tych strat wówczas nie nadrobimy.

Pięć zasad, których wcielenie w życie mogłoby sprawić, że rok 2017 skończymy lepiej, niż zaczęliśmy. Spokojniej, pogodniej, z większą życzliwością jeden do drugiego. Mądrzej.

Eryk Mistewicz
Autor jest prezesem Instytutu Nowych Mediów, konsultantem strategii marketingowych pracującym w Polsce i we Francji.