„Sondaże są po to, by powtarzały je media”, TVP Info

27 września 2011


Eryk Mistewicz, konsultant polityczny, autor „Marketingu narracyjnego”: Dzisiejsze sondaże poparcia to przede wszystkim tanie narzędzie marketingu politycznego. Chodzi o to, by wykreować opowieść, którą będą powtarzały media.
 
Sondaże poparcia, których liczba w okresie przedwyborczym rośnie w ogromnym tempie, służą dziś jednemu – marketingowi politycznemu. Nic dziwnego, są najtańszym na rynku narzędziem, dzięki któremu partie mogą być stale obecne w mediach. Dla porównania: wynajęcie bilboardu to koszt ok. 3000 zł, zlecenie sondażu waha się za to w granicach od 500 do 600 zł. Kalkulacja jest prosta – wygrywa sondaż, szczególnie wśród mniejszych ugrupowań, których budżet jest szczuplejszy. 

Kolejnym atutem marketingowym pojawienie się sondażu, jest możliwość kreowania własnej historii: dana partia wchodzi do parlamentu, bądź nie, rośnie jej przewaga nad konkurencją, lub cieszy się niesłabnącym poparciem itp. Nie chodzi nawet o to, by w wyścigu prowadzić. Z punktu widzenia ugrupowania lepiej jest nawet pozostawać lekko w tyle – taki zabieg może zmobilizować elektorat. 

Mylne wyniki sondaży nie tylko wprowadzają chaos wśród opinii publicznej, ale również dezorganizują działania sztabów. 

To, co się dzieje w polskich ośrodkach specjalizujących się w badaniu może mocno nadszarpnąć reputacją tego środowiska. Firmy te zamiast pracować nad jakością swoich badań, traktują sondaże jako element autopromocji – im bardziej absurdalny podadzą wynik, tym głośniej będzie o nich w mediach.

Not.: kaien