„Hotel Africa”, Uważam Rze

27/2012

Każdy chce wygrać, więc na Bliskim Wschodzie i w północnej Afryce wszyscy dziś się na potęgę szkolą

Marketing ma dać im zwycięstwo. Już nie karabiny. Jedynie wystrój hotelu dla najemników przez pół wieku się nie zmienił. Zacinająca się winda, głośne klimatyzatory i widok z okna na pobliski meczet. Gdy zapomnisz zaciągnąć ciężkie zasłony, przed piątą rano obudzą cię ptaki, setki ptaków.

Jeśli szukać różnic między dziesiejszymi najemnikami i tymi sprzed pół wieku – bronią nie jest już karabin, ale słowo, komunikacja, operowanie społecznymi nastrojami. Bronią dla nowych partii, którą handluje się w najlepszym tutaj hotelu, są dziś szkolenia, pomysły i strategie wyborcze.

Pierwsi odpadli Amerykanie. Narody, które dopiero co pozbyły się dyktatur, alergicznie reagują na próby dyktowania im, jak mają prowadzić kampanię. Nawet jeśli są to „pomysły á la Obama”.

Potem byli Francuzi. Zaproponowali zwycięstwo w oparciu o wizerunek liderów. To także „copy – paste” z ich kampanii. Z porażającym pomysłem wykorzystania wielkich tablic do pokazywania szefa nowej partii. Jeszcze niedawno z tych samych tablic spoglądał obalony dyktator.

Potem hotel najemników zasiedlili Włosi, Turcy, Libańczycy. Ci ostatni zaproponowali kampanię w oparciu o pismo obrazkowe, aby dotrzeć do mieszkańców południa, gdzie występuje problem alfabetyzacji. To już był jakiś pomysł.

Konsultanci z Turcji postawili na wielkie mityngi z rozdawaniem bezpłatnej żywności. I ulotki z pismem obrazkowym.

Każdy kraj w regionie ma bowiem ten sam problem: rewolucja zaprosiła do urn biednych, niewykształconych mieszkańców południa. Ludzi popierających dziś jedyną możliwą dla nich partię, wcześniej zakazaną. Partię Boga. I być może dlatego tak wielkie zainteresowanie budzą tutaj „polska droga”, polskie pomysły. Ci, którzy przed chwilą zrobili swoją rewolucję, dopytują co chwila o Polskę sprzed 20 lat. Wy też nie mieliście wolnych mediów i mimo to przeprowadziliście wybory? Wy też mieliście latyfundia „cesarczyków„, a mimo to zbudowaliście wolny rynek? U was też Kościół, religia są silne, a mimo to macie państwo świeckie? I ludzie nie boją się głosować na inne ugrupowania? Nauczcie nas!

To jest dziś główny cel: znaleźć sposób na powiedzenie, że głosowanie na ich partie, partie nowe, powstałe po rewolucji – progresywne, postępowe, centrystów, socjalistów, liberałów, centroprawicę – partie inne niż Partia Boga, nie jest zagrożone „karą boską”. Nie tylko Bractwo Muzułmańskie jest godne prowadzenia spraw kraju.

W polityce są od kilku miesięcy. Zrobili rewolucję. Wcześniej byli adwokatami, przedsiębiorcami, nauczycielami. Teraz muszą w krótkim czasie napisać kodeks wyborczy, zaplanować kampanię, nauczyć się wygrywania debat w telewizji, narzucania swoich historii. I głównie opanować technikę rozmawiania z tymi, którzy traktują ich jak niewiernych, jak przeciwników Partii Boga.

Gdy po szkoleniu wieczorem wracam do hotelu, rozlegają się strzały. Na pędzących białych półfurgonetkach młodzi brodaci mężczyźni wiwatują, wymachując czarnymi flagami. Prezydentem Egiptu został właśnie reprezentant Partii Boga.

Czasu – coraz mniej.

Eryk Mistewicz