„Współczesny terror telemetrii”, Uważam Rze

48/2012

Zielone i czerwone światełka przy kamerach zasygnalizują, kiedy widzowie oglądają program, a kiedy mają już dość

Trzy zielone – pełna akceptacja, wszyscy oglądają, dwa zielone – wciąż jest dobrze. Jedno zielone i jedno czerwone – uwaga, zaczyna się migracja widzów sprzed ekranów, musisz podkręcić emocje.

I czerwone – jedno, uważaj, jest źle. Dwa – bardzo źle. Trzy czerwone światełka pod kamerą – za chwilę stracisz program.

Wydawca będzie miał ciebie dość. Chyba że rzucisz mięso na stół, zaserwujesz kontrowersję, wzięcie się za łby. Wszyscy tego chcą. Twoja żona, żyranci twoich kredytów, wydawcy, politycy, których zaprosiłeś do studia, reklamodawcy, właściciele stacji, a przede wszystkim widzowie. Działaj!

Minął czas odbieranych raz na tydzień dzienniczków telemetrycznych. Technologicznie od telemetrii w czasie rzeczywistym jesteśmy o kilka kliknięć. To jedynie zmiana sposobu agregowania danych. I umieszczenie zielonych i czerwonych światełek pod kamerami, które będą informowały prowadzącego, co dzieje się z jego widownią. W wersji oszczędnościowej: czarna techniczna taśma, diody, trochę kabli.

Wersja oszczędnościowa, to oczywiste. TVP pozbywa się budynku przy placu Powstańców Warszawy, likwiduje oddziały. Konkurencja zaś najchętniej wpina w swoje anteny sygnał z sejmowej telewizji zakładowej lub z „eventu” profesjonalnie przygotowanego przez PR-owców: „farmakologicznie zapłakana” matka Madzi, start nowej partii byłego prezydenta, trzymający w napięciu skok z kosmosu, promowanie filmu oskarżeniem Polaków o antysemityzm albo wynaturzone do granic możliwości, ale świetnie zrealizowane lądowanie samolotu. Nieważne co, aby bez większych kosztów.

Marsze, zadymy, tego nie sposób już relacjonować. Jeśli nie można podejść bliżej. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi.

A za chwilę i tak ten świat odejdzie do przeszłości. Wpinamy sieć do naszych telewizorów, podłączamy Internet. Intuicyjne, w prosty sposób instalowane aplikacje dostarczą nam kanałów, jakich sobie tylko zamarzymy. Kuźniar.tv ruszył eksperymentalnie na portalu  YouTube. Za chwilę następne. Obserwuję jednych, pomagam innym. Bariera wejścia, czy to ekonomiczna, czy technologiczna, w świat nowych mediów – nie istnieje. Nie potrzeba drogich kamer, studiów, wozów transmisyjnych. Wystarczy pasja oraz, co chyba najważniejsze, pomysł.

Nowe media już są, to dzieje się na naszych oczach!

A telewizje dotychczasowe? Elitarne programy w niszowych kanałach dla 2 proc. realnie wykształconej populacji z potrzebami wyższego rzędu? A dla reszty przyklejenie czarną techniczną taśmą zielonych i czerwonych diod do kamer? Podłączenie wiązką telemetrii prowadzącego wprost do zachcianek i emocji widzów? Podsycanie ich najbardziej prymitywnych reakcji? Serwowanie „rozmowy” Brudzińskiego, Migalskiego i Niesiołowskiego?

Jeśli SEO optymalizujące teksty pod kątem używanych słów w artykułach prasowych w sieci, aby te lepiej indeksowane były przez maszyny Google, kończy z magią słowa i jakościowym dziennikarstwem prasowym (pisałem o tym w tekście „Dziennikarstwo 55 znaków”), to coraz dokładniejsza telemetria zmienia telewizję.

To nie Internet zabija media, ale utrata wiarygodności i pokusa, aby coraz lepiej sprostać potrzebom odbiorców. Telemetria daje jedynie narzędzia, ich zastosowanie jest wyłącznie kwestią odpowiedzialności. Masy chcą krwi, głupot, szaleństwa, więc to dostają.

I aby było jasne: nie do końca jestem przekonany, że jest to wina dziennikarzy.

Eryk Mistewicz