„Mistewicz: Będą czerwone kubraczki, tańce na rurze, korytarze pionowe i poziome. Komisja śledcza to będzie spektakl”, wPolityce

23 sierpnia 2012 r.

- Czego, w związku z ewentualnym powołaniem komisji śledczej, boi się PO?

Eryk Mistewicz  (www.erykmistewicz.pl) konsultant polityczny, specjalista marketingu narracyjnego: - Nie sądzę, aby mogła się czegoś obawiać a tym bardziej bać. Po pierwsze, komisja powstanie, jeśli taka będzie wola większości parlamentarnej. Jeśli PO uzna, że ta komisja może być użyteczna dla realizowania celów PO. Po drugie, komisja śledcza powstanie tylko i wyłącznie w kształcie i składzie osobowym, dotyczy to także reprezentantów innych partii w komisji, jaki zostanie zaakceptowany przez PO. Po trzecie wreszcie, i co chyba najważniejsze, komisja powstanie z obszarem działania i badania spraw takim, jaki zostanie ostatecznie wskazany przez Platformę. Sprawa Amber Gold w najszerszym ujęciu to przecież funkcjonowanie sektora parabankowego czy też parabudżetowego po 1989 roku. W tym zmieścić się mogą i Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe i Narodowy Fundusz Ochrony-Środowiska i Gospodarki Wodnej. Co tu jest do ukrycia, groźnego dla Platformy? Czego PO miałaby się bać?

Choćby tego, co w linii lotniczej należącej do Amber Gold robił syn premiera, Michał Tusk.

- Nie sądzę. Zasadą w marketingu politycznym, w czymś co nazywam marketingiem narracyjnym, jest opowiadanie porywających, fascynujących, mocnych historii. Taka historia już na ten temat została opowiedziana. I to niejedna. O ojcu, który nie ma czasu na wychowywanie dzieci, bo pracuje dla nas wszystkich od rana do nocy – to historia pierwsza. Historia druga: o ojcu, który nie pomaga dziecku wyjść z tarapatów, bo niechaj się młody człowiek czegoś nauczy w życiu i sam wychodzi z opałów. I wreszcie, wręcz filmowa przecież historia trzecia, gotowy scenariusz na film. Opowieść o młodym jakże bohaterskim człowieku, który samodzielnie zlokalizował i namierzył samolot należący do złoczyńców i sam „własnymi rękoma” go zaaresztował. James Bond polskiej sceny publicznej, 007 polskiej gospodarki.

- Sprowadza pan rzecz całą do absurdu, a przecież można tę historię opowiedzieć zupełnie inaczej.

Być może tak. Ale już ta historia została opowiedziana i to całkiem nieźle. Już naszkicowano kto w tej historii dobry, kto zły. Już ludzie w swej masie mają jakiś tej historii obraz. Już wiedzą „jak myśleć”. Nikt nie potrafił poprowadzić kontrnarracji. Opozycja była na urlopach. Ale też rozumiem że po ciężkim roku politycy opozycji muszą sobie odpocząć. Tylko że później nie mogą mieć do nikogo zastrzeżeń, gdy straty są już nie do odrobienia. Przestępcy z Michała Tuska w opinii publicznej zrobić się już nie da. Doprowadzić w ten sposób do upadku premiera sądzę, że także nie.

- Ale komisja śledcza może wykazać inne kwestie, choćby związki polityków i biznesu na wybrzeżu, układy, przyjaźnie.

- Komisja śledcza to będzie przede wszystkim spektakl, z w karbach trzymanym scenariuszem. Jeśli powstanie, wówczas zdominuje przynajmniej wokół kluczowych swoich posiedzeń życie parlamentarne, życie publiczne. Niektóre partie sądzą, że dzięki komisji „odbiją się w sondażach”. To jest jednak sztuka, którą analizowaliśmy już w „Anatomii władzy”  (www.anatomiawladzy.pl) z Michałem Karnowskim. Elementy, które tam wskazywałem, a które sprawiły, że komisja hazardowa nie zakończyła rządów Donalda Tuska są nadal aktualne. Żaden z wymienianych czynników nie stracił na aktualności. Nie można więc powiedzieć, że tym razem będzie inaczej. Tak, czeka nas mniej lub dobry spektakl, z nowymi aktorami. Fascynujące pytania. Fascynujące didaskalia, czerwone kubraczki, tańce na rurze, korytarze pionowe i poziome, okrzyki „Pan jest zerem”. Także fascynujące zamknięcia posiedzenia pod nieobecność jej członków. Czeka nas słowem to, co już widzieliśmy. Czeka nas spektakl. Niewiele więcej.

Rozmawiała DLOS