„Kampanię wygrał Twitter”, Kalkulator Polityczny

4 października 2011

 

W świecie 2.0 kampanię wygrał bezapelacyjnie Twitter. Twitter to narzędzie mikroblogowe, które od ponad dwóch lat polecam polskim politykom, publicystom, ekspertom do tworzenia ich własnych kanałów ekspresji. W ciągu tych dwóch lat udało się zbudować najciekawsze chyba miejsce w sieci, w którym są wszyscy liczący się politycy i dziennikarze. To tu, na Twitterze toczą się najbardziej interesujące dyskusje. Ministrowie rządu Donalda Tuska i politycy opozycji trzymając w ręku smartfona są w stanie wpisem ograniczonym do 140 znaków (mniej niż SMS) wywołać polityczne trzęsienie ziemi. Oczywiście, jeśli wiedzą, jak z tego narzędzia skorzystać.

Kluczem do pozycji Twittera nie jest jego masowość, lecz dobrze pojęta elitarność. Nie bez podstaw mówię często, że na Twitterze zebrała się elita tego pokolenia. W masie informacji atakującym nas każdego dnia z setek miejsc, wobec ataku trzech tysięcy reklam walczących o chwilę naszej uwagi, 140 znaków jest ograniczeniem będącym de facto największą zaletą tej technologii. Technologii, która przyczynia się do zmiany w sposobie komunikacji politycznej.

Po pierwsze, słuchamy bezpośrednio aktorów wydarzeń. Nie są potrzebni dziennikarze ani eksperci, aby zinterpretować, co też minister obrony narodowej lub ważny polityk SLD miał do powiedzenia. Bo mówi on sam. A my mamy możliwość dopytania go, jeśli jakaś kwestia wydaje nam się wątpliwa czy niezrozumiała.

Po drugie, nie musimy przedzierać się przez gąszcz komunikatów, ekspertyz, serwisów, aby dowiedzieć się, co aktualnie jest tematem numer jeden debaty publicznej. Włączenie Twittera, dobre sprofilowanie kanału „obserwowanych”, i już jesteśmy „na bieżąco” z życiem naszej branży, z działaniami i przemyśleniami osób które nas interesują. Albo osoba publiczna potrafi wyrazić swoją myśl w 140 znakach, porwać nas swoją opowieścią, albo nie ma sensu, aby zabierała nam czas. Tylko od nas zależy, czy nasz Twitter jest kolejnym internetowym „śmietnikiem”, kolejną stroną atakującą nasz umysł bajtami spamu.

Po trzecie, politycy na Twitterze nie tracą nic ze swojej mocy. Jestem przeciwnikiem blogów prowadzonych przez osoby publiczne (dlaczego, to wyjaśniam w mojej najnowszej książce „Marketing narracyjny”), natomiast Twitter jest narzędziem pozwalającym im niejako mimowolnie dzielić się z innymi swoimi przemyśleniami. Podczas ważnych spotkań. Już w chwilę po wydarzeniu albo wręcz w jego trakcie. Bez konieczności włączania komputera i procesu twórczego zabierającego czas, aby stworzyć wiekopomne dzieło. Stąd próby formułowania zarzutu, że ministrowie „twittują” w trakcie pracy, że zabiera im to wiele czasu są zarzutem nieuprawnionym. W odróżnieniu np. od Facebooka Twitter nie wymaga wielu działań, aby nadać w świat komunikat, który natychmiast zmieni stan kampanii. 

I właśnie w tym rzecz: Twitter nie służy do wygrywania wyborów w najpowszechniejszym rozumieniu tego zwrotu. To nie tu bezpośrednio zdobywa się wyborców, lecz raczej supporterów, zwolenników, fanów, popularyzatorów polityka czy partii politycznej i zarządzania nimi. Jednak nie liczba followersów decyduje o jego sile, ale ich jakość. To, że są tam wszyscy, że obserwują wpisy na Twitterze wszyscy liczący się dziennikarze, wszystkie najpoważniejsze media.

Kluczem do tej kampanii była zdolność snucia swoich opowieści. Wygenerowania ich w sposób profesjonalny, zgodnie ze ścisłymi regułami marketingu narracyjnego, i później sprawnego rozpowszechnienia. Zwracam uwagę na wielką zmianę, jaka dokonała się w komunikacji politycznej: olitycy przestali być zdani na media tradycyjne, na drogą reklamę, na koncesje wobec rządzących przestrzenią medialną. Trudno dziś ominąć, nie zauważyć,  w świecie konkurujących mediów ich wpisy na Twitterze. Dziś każdy wpis choćby Radosława Sikorskiego natychmiast znajduje się na żółtych i czerwonych paskach telewizji informacyjnych, portali, staje się tematem numer jeden debaty, w którą wciągani są wszyscy, każdy musi się odnieść do wpisu z Twittera. Nie ma innego takiego narzędzia.

Jednym więc słowem, to Twitter jest w świecie 2.0 zwycięzcą tych wyborów. Sprawdził się jako narzędzie wpływania na balistykę rakiet kampanijnych, wytyczania kierunków debaty wyborczej. Inne serwisy, nawet jeśli masowe, jak Nasza Klasa czy Facebook, nie mają nawet ułamka tej mocy sprawczej.

Eryk Mistewicz http://www.erykmistewicz.pl konsultant polityczny, autor książki „Marketing narracyjny. Jak budować historie, które sprzedają”  (Wyd.Helion/OnePress 2011) http://www.marketingnarracyjny.pl