„Tragedia grecka DSK” Rzeczpospolita

10 czerwca 2011 r.

Lewica w obronie Dominika Straussa-Kahna odwołuje się do podziałów klasowych i praw przynależnych „panom”. Prawica mówi o omercie – zmowie milczenia dominujących lewicowych mediów i polityków – pisze konsultant polityczny

Anne Sinclair to wspaniała kobieta. To Antygona, Antygona naszych czasów!” – powtarza Yvan Levai, szef Stowarzyszenia Presse-Liberte, prywatnie były mąż obecnej żony Dominika Straussa-Kahna, ojciec dwojga ich dzieci: Davida i Elie. Ale też porównywanie sprawy DSK do tragedii greckiej jest jak najbardziej na miejscu.

W ten właśnie sposób, w formie wciągającego spektaklu, od pierwszych chwil dwie strony francuskiej polityki opowiadają swoim zwolennikom historię, która na rok przed wyborami prezydenckimi wyeliminowała z gry najpoważniejszego rywala urzędującego prezydenta. W tragedii rozgrywanej na politycznej scenie w proch i pył rozbito jedną stronę – na lewicy nie ma dziś bowiem właściwie nikogo, kto mógłby podołać charyzmie Sarkozy’ego.

Wreszcie, co niebagatelne, otwarto drogę do powtórki z 2002 r. i drugiej tury, w której staną naprzeciw siebie reprezentant prawicy (Nicolas Sarkozy) i skrajnej prawicy (Marine Le Pen). Bez lewicy.

Prawo lewicowych „panów”

Grunt pali się więc lewicy pod nogami. Dziennik „Liberation” udostępnia łamy intelektualistom tłumaczącym, że w Nowym Jorku właściwie nic się nie stało. „Seks to jedno, przemoc seksualna to drugie, a polityka to trzecie. I nie należy tego łączyć” – apeluje filozof Jean-Luc Nancy. O wiele dalej idzie Jean–Francois Kahn. Eseista i filozof, intelektualna podwalina francuskiej lewicy i twórca tygodnika „Marianne” posuwa się aż do stwierdzenia, że zachowanie szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Sofitelu to nie gwałt, lecz „troussage de domestique”. Trudny do przetłumaczenia i wyjątkowo wulgarny zwrot mówiący o sposobie, w jaki za czasów Ludwika XIV pan mógł korzystać ze służby. Mógł, bo był panem, i koniec.

Gdy lewica w obronie DSK odwołuje się do podziałów klasowych i praw przynależnych „panom”, to rzeczywiście – na swój sposób – koniec.

Emocje w spektaklu pozostają ważniejsze od faktów. Jean Daniel w tygodniku „Le Nouvel Observateur” stwierdza: „Medialna orkiestra skazała go na śmierć (…) Naród amerykański i my nie należymy do jednej cywilizacji!”.

Dla mniej zainteresowanych polityką wspaniała, organizująca percepcję „klisza”: pierwszoplanowa rola żony DSK, znanej dziennikarki Anne Sinclair, która w kolorowych magazynach była już przecież prezentowana jako nowa pierwsza dama, następczyni Carli Bruni. I której przyjaciele mówią dziś o tym, jak cierpi, jakiego wsparcia potrzebuje.

Uderzanie w dzwon humanizmu rysuje odbiorcom scenę, w której DSK na… „drodze krzyżowej” odzierany jest z godności ludzkiej (Jean Daniel: „Niegodna retransmisja TV jego drogi krzyżowej”, w której prowadzony jest przez policjantów „jak zwykły kryminalista, nie zaś człowiek znany, powszechnie szanowany”).

Wielki światowy spisek

Nie bez powodu Albert du Roy w 2007 r. swój głośny esej zatytułował: „Zbyt wiele informacji zabija informację”. W komunikacji masowej od faktów ważniejsze są wrażenia. I multiplikacja przekazu. Gdy więc DSK przed sądem odmawia przyznania się do winy, wypowiadając prawną formułę, uproszczenie natychmiast trafia na okładkę „Liberation” i wszystkie lewicowe portale: „DSK Not Guilty”. Publika nieśledząca procesu otrzymuje informację, że właśnie się on zakończył werdyktem oczyszczającym ich bohatera. Bo przecież – co pokazuje linia obrony – polityk jedynie zamówił dodatkową usługę, kobieta jest niegodna, a motywem niesłusznego oskarżenia była chęć zdobycia przez nią pieniędzy.

„Dziś opinia publiczna jest pijana narracjami, zaciekawiana opowieściami, spektaklem” – stwierdził, oceniając sprawę DSK, filozof Bernard Henri Levy. On sam jednak wziął w tym spektaklu aktywnie udział, sugerując, że nie bez przyczyny umieszczono DSK w pokoju hotelowym o numerze 2806. Prawybory wyłaniające pretendenta Partii Socjalistycznej do wyścigu prezydenckiego miały się bowiem rozpocząć 28 czerwca. A więc spisek.

W greckiej tragedii Anny i Dominika snutej przez lewicę miejsce centralne zajmuje dziś olbrzymi ponadnarodowy spisek wymierzony w tę formację. Do jego zorganizowania zaangażowani zostali spin doktorzy, najwięksi specjaliści politycznego marketingu pracujący z Nicolasem Sarkozym. Mowa o Arnaud Dassier. Rzeczywiście, jako pierwszy spopularyzował on informację o zatrzymaniu DSK, zanim jeszcze podały ją agencje.

Czy to nie jest najlepszy dowód spisku? Spisku łączącego konkurentów DSK wewnątrz Partii Socjalistycznej, spin doktorów prawicowej UMP, rządy Niemiec, USA, Grecji, a może nawet Chin.

Cóż, dla ojca analizy narracyjnej Rolanda Barthesa wielka jest siła opowieści, która porządkuje świat. Dzięki takim właśnie opowieściom możemy przestać się bać, że nie rozumiemy świata.

Białe róże dla pokojówki

Inaczej opowiada dziś historię DSK prawica. Mówi o omercie – zmowie milczenia dominujących lewicowych mediów i polityków lewicy. I organizuje nietypowy sondaż.

Francuskie prawo zabrania przeprowadzania sondaży dotyczących spraw, które toczą się przed sądami, ale nie zabrania wysyłki białych róż (niewinność) do pokrzywdzonej, nie zabrania „policzenia się” przez tych, którzy nie mają wątpliwości.

„Droga Ofelio! Prosimy, przyjmij od nas tę różę z przeprosinami, że nie dość mocno myślimy o Tobie. W ostatnim czasie sporo mówiło się o naszym rodaku, o warunkach jego aresztu, o jego stresie, o jego emocjach, a zapomniano o tym, czego Ty doznałaś. Dlatego, bez rozstrzygania o winie, z respektem dla niewinności, prosimy o przyjęcie tych kwiatów” – napisali autorzy strony internetowej, na której 30 kliknięć powoduje wysyłkę jednej białej róży do Ofelii. Dotychczas zrobiło to już ponad 50 tys. osób.

Pokojówka Nafissatou Diallo została więc dla ułatwienia przekazu nazwana Ofelią. Ale też – przypomnę po raz kolejny – w komunikacji politycznej nie najważniejsze są fakty, informacje, siła argumentów, lecz zawładnięcie zbiorową wyobraźnią nadające ideom i działaniom wymiar symboliczny.

Prawicowe „Le Figaro” od niechcenia podało: „74 lata i trzy miesiące. Taki może być maksymalny wymiar kary”.

Libretto dla Francji

„Szok DSK” zmienia dziś i media, i politykę. O ile Francuzi zaakceptowali ukrywanie nieślubnej córki prezydenta Francois Mitterranda, Mazarine, o tyle teraz pytają dziennikarzy: przecież wszyscy wiedzieliście, dlaczego ukrywaliście to przed nami? Kolejne kobiety dają swoje świadectwa w kolejnych programach TV przeciw kolejnym politykom. Ministrowie denuncjują kolegów, kolejni ministrowie są bliscy dymisji albo dymisję składają.

Jednak to nie dziennikarze i nie politycy, ale przede wszystkim przeciętni Francuzi muszą „sprawę DSK” sobie opowiedzieć albo ktoś im ją opowie – dla zachowania poczucia godności własnej. Po trosze tak jak pozwolono im odzyskać poczucie godności, przekreślając wspomnienia z okresu Vichy, „nadpisując” je historiami o fantastycznym, honorowym zachowaniu reprezentantów ich narodu w czasie wojny.

Lewicowy „Le Nouvel Observateur” już zarzucił Paryż plakatami z okładkami z piękną dzierlatką wzorowaną na reklamach z lat 30. i tytułem: „La France des machos”. Telewizja aplikuje serię reportaży z Włoch o biurach niegdyś kształcących modelki i aktorki filmów X., dziś specjalizujących się w przygotowywaniu „politycznych asystentek”. Biura te szturmowane są przez młode dziewczyny marzące o tym, aby zajść tak wysoko, być tak słynne i bogate jak Ruby, przyjaciółka Berlusconiego. Przesłanie jest jasne: wszystkie Włoszki, ale też Francuzki, a już na pewno pokojówki nowojorskiego Sofitela, mają to samo marzenie – spotkać i zagubić się w ramionach prawdziwego mężczyzny. Mężczyzny z najwyższych sfer.

Zarówno dla jednej, jak i drugiej strony nie są ważne ani fakty, ani toczący się przed nowojorskim sądem proces. Mają już swoje opowieści organizujące świadomość ich obozów. Niezależnie od werdyktu sądu i tak przecież wiedzą, jak było naprawdę.

Eryk Mistewicz

Autor jest konsultantem politycznym, twórcą strategii marketingu narracyjnego, pracuje w Polsce i we Francji