„Dwa lata z Twitterem”, Uważam Rze

11/2011

Mijają dwa lata od zorganizowanego przez spin doktorów partii opozycyjnej festynu wręczania żółtej kartki rządowi Donalda Tuska. Ciekawiło mnie, skąd czerpali inspirację. Na Twitterze, którego wówczas używałem do utrzymywania relacji z kolegami marketingowcami i konsultantami z innych krajów, zadałem pytanie, czy wcześniej spotkali się z wręczaniem żółtych kartek rządzącym. Ciekawe odpowiedzi napłynęły z Grecji, Irlandii, Francji, Meksyku.

Opowiedziałem o tym w rozmowie z ówczesnym „Dziennikiem”. No i się zaczęło. Liczba obserwujących gwałtownie narastała. Już następnego dnia na Twitterze pojawił się @KaminskiMichał, chwilę później @Bielan. Uznałem, że warto wykorzystać doświadczenie z prowadzenia projektów marketingowych i wypromować w Polsce kanał szybkiej wymiany informacji. Dlaczego na bazie Twittera? Dla mnie z wielu podobnych narzędzi to było i jest bezsprzecznie najciekawsze: 140 znaków (mniej niż SMS) nie sprzyja rozwlekłym wypowiedziom i pozwala np. dołączać odnośniki do ciekawych artykułów.  To w zupełności wystarczy!

Osobom publicznym, naukowcom, członkom zarządów spółek, pytającym mnie, czy warto prowadzić specjalistyczny blog, odpowiadałem zawsze: nie, nie warto, a co więcej: nie wypada. Prowadząc blog, pokazujecie, że macie za dużo czasu – także na eliminowanie obraźliwych komentarzy. Wasza wiedza jest zbyt cenna, powinniście ją monetyzować w inny sposób. Co innego Twitter, szybkie narzędzie do przekazywania „od niechcenia” kilkuzdaniowych opowieści w 140 znakach, niczym japońskie haiku zamykające  świat w trzech wersach, w 17 sylabach.

Namówiłem na przygodę z Twitterem kilkudziesięciu członków zarządów dużych firm. Pokazałem, jak mogą dzięki temu narzędziu być na bieżąco, stymulować dyskusje, budować reputację. A jednocześnie wyszkoliłem ich, pokazując, jak omijać pułapki w użyciu Twittera w operacjach PR i w marketingu.

Polityków z różnych partii przekonałem do stworzenia własnych kanałów szybkiej narracji. Przestali mieć poczucie bycia zakładnikami medialnego mainstreamu. Wbrew pozorom takie poczucie miewają także posłowie PO, SLD, PSL, a nawet ministrowie, gdy ich opinie są zbyt „pod prąd”, jak @ewakopacz czy@sikorskiradek. W Twitterze rozsmakowali się ministrowie Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego czy Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich. Eurodeputowani – ze wszystkich grup politycznych – w ten sposób sprawnie komunikują się z opinią publiczną w kraju.

Blogerów do Twittera namawiać nie było trzeba. Dziś wielu z nich jest aktywniejszymi w mikrobloggingu niż na wirtualnym salonie. Namówiona przeze mnie do tej przygody @Katarynaaa stała się jedną z bardziej aktywnych twitterowiczek. Podobnie jak @AzraelK.

Dziś politycy chętniej od wirtualnych salonów zakładają swój profil na Twitterze. Łatwiej, zgrabniej i szybciej są w stanie opowiedzieć o tym, co dla nich ważne, czasami zaalarmować. Wpis z telefonu komórkowego powie o tym już za chwilę, zanim sprawę opiszą za kilka dni gazety. Świetnie rozumieją to @MarekJurek,@PawelPoncyljusz@Arlukowicz i wielu, wielu innych. W kampanii samorządowej na Twitterze połączyłem doświadczenia kandydatów z różnych miast (i partii), tworząc inspirujący „bank pomysłów”.

Dziennikarze we Francji przestrzegają zasady: „Nie wpisuj tu niczego, czego nie powiedziałbyś na antenie, nie napisał w gazecie”. W Polsce zdanie niektórych ludzi mediów wyrażone w 140 znakach jest o wiele ciekawsze od tego z „oficjalnego obiegu”. A są tu już publicyści ze wszystkich liczących się mediów, niektórzy by obserwować polityków, ekspertów i innych dziennikarzy, inni by wyrazić siebie „w oderwaniu od linii redakcyjnej”. Są też na Twitterze   największe dziś polskie redakcje: od @RadioMaryja po @Tvn24.

Ostatnio jeden z dziennikarzy przekonywał, że za sprawą wypromowania w Polsce Twittera wzbogaciłem się o akcje firmy Jacka Dorseya, Evana Williamsa i Biza Stone’a. Wzbogaciłem się, to prawda, jednak przede wszystkim o doświadczenia w tworzeniu społeczności i budowie kanałów komunikacji, sprawdzeniu w praktyce nowych mediów skutecznych technik marketingu i PR.

Kluczem do rozchodzenia się informacji, ocen i analiz w natłoku informacji jest siła dobrej narracji:   140 znaków wystarczy do wygenerowania opowieści, którą wszyscy będą powtarzali i żywo komentowali. Takich historii w ciągu ostatnich dwóch lat polscy użytkownicy Twittera wygenerowali dziesiątki, jeśli nie setki. Warto było. Dziękuję. Zapraszam.

Eryk Mistewicz
Autor jest konsultantem politycznym, twórcą strategii marketingu narracyjnego, współautorem wydanej ostatnio „Anatomii władzy”.