„Fikcja ciekawsza od prawdy”, Uważam Rze

15/2012

Odnaleziono mężczyznę, którego Sarkozy zwyzywał w 2008 r. Okazało się, że został wynajęty, miał odegrać rolę. Tylko sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Nagranie z Targów Rolnych z lutego 2008 r., na którym prezydent Nicolas Sarkozy ostro obsztorcowuje starszego mężczyznę odmawiającego podania mu ręki wyświetlono dotąd w YouTube 13.496.918 razy (!). „Casse-toi pov’con” trafiło na koszulki i do kabaretów, stało się symbolem złych rządów złego prezydenta.

Czy był to wypadek przy pracy? Narracja, która wymknęła się spod kontroli?

Starszy mężczyzna – 69-letni Yves Bouviere – został teraz odnaleziony przez dziennikarzy. Wraca do wydarzeń z pamiętnego poranka i mówi: wszystko było ustalone.

Zaczęło się trzy tygodnie wcześniej, gdy Jacques C., jego kuzyn i kierowca Davida Martinona, ówczesnego rzecznika Pałacu Elizejskiego, obiecał znalezienie mu pracy, bez której pozostawał już kilka miesięcy. W zamian miał pojawić się na Targach Rolnych i nie podać ręki prezydentowi, gdy ten będzie szedł w jego kierunku. Tylko tyle, całe zadanie.

W planie Davida Martinona prezydent miał wykorzystać niepodanie ręki przez rolnika do pokazania, jak wiele jest agresji, niesprawiedliwości w ocenie jego prezydentury.

Yves Bouviere był podekscytowany całą tą, jak mówi, „maskaradą”. Został ustawiony w szpalerze witających prezydenta, tuż obok kamer. Ekscytacja, nerwy, stres, zmęczenie  sprawiły, że zamiast „Nie podam panu ręki!” burknął: „Nie dotykaj mnie, pobrudzisz mnie…”. Prezydent, znany esteta, nie wytrzymał. Dalej – wiadomo.

A miało być inaczej. David Martinon pamiętał wspaniałą reakcję poprzedniego prezydenta. W Bormes-les-Mimosas wychodząc z mszy Jacques Chirac usłyszał od starszego mężczyzyny krótkie „Connard!” (zwrot obraźliwy), na co szybko odparował: „Miło mi, Jacques Chirac”.

Tak jak msza w Bormes-les-Mimosas zbudowały Chiraca, tak Targi Rolne miały zbudować Sarkozyego – męża stanu potrafiącego nawiązać kontakt z przeciętnym Francuzem. Operacja zakończyła się klapą.

Następnego dnia David Martinon stracił funkcję rzecznika Pałacu Elizejskiego. Kilka tygodni później został konsulem w Los Angeles. Dziś odmawia jakichkolwiek komentarzy. Yves Bouviere zaś znalazł zatrudnienie w nadleśnictwie w Chambord. W liście z biura rzecznika Pałacu Elizejskiego, które publikuje prasa, pan Bouviere znajduje enigmatyczne zdanie „podziękowań za przysługę, jaką oddał Prezydenturze”.

Lewicowa prasa natrząsa się dziś z całej sprawy pokazując: zobaczcie, jakich oszustów sobie wybraliście! Na dowód przedstawia SMSy Martinona do pana Bouviere.

Nie zmienia tej historii, którą już powtarzają sobie Francuzi (a każdy, jak to w dobrej narracji bywa, dokłada kolejne elementy) fakt, że została opublikowana 1 kwietnia.

To nie ma najmniejszego znaczenia – jak zwykle, gdy chcemy w coś wierzyć lub nie. Dobrze przedstawiona fikcja bywa ciekawsza, bardziej pociągająca. I jeśli Francuzi pójdą do urn to przecież nie dlatego, że wczytają się w polityczne programy, lecz pójdą i oddadzą swój głos stymulowani takimi lub innymi historiami. Zagłosują na opowieści.