„Napieralski ucieka przed starą gwardią”, Uważam Rze. Inaczej pisane

34/2011


Nie chodzi w tej kampanii o to, kto wygra wybory, ale o to, kto po wyborach będzie rządził

Grzegorz Napieralski uśmiecha się – już czuje się pierwszym wygranym. Emocje nocy wyborczej są jedynie spektaklem, finiszem gry prowadzonej przez różne środowiska w ostatnim roku.

Najważniejsze było spłaszczenie różnic pomiędzy PO a PiS zaordynowane przez strategów z knajpek przy pl. Trzech Krzyży. Nie była to strategia najwyższych lotów. To, co w ich założeniu miało osłabić Donalda Tuska i wynieść do władzy SLD Aleksandra Kwaśniewskiego (celebryci, MAK, OFE), wyniosło SLD Grzegorza Napieralskiego. To, co miało spowodować wyeliminowanie z gry Waldemara Pawlaka z jego „przaśnym PSL” i doprowadzić do powstania „najbardziej oczekiwanej koalicji wszystkich białych ludzi” (PO z SLD) „bez zużytego Tuska” (zaplanowano dla niego „karierę zagraniczną”), wymknęło się spod kontroli.

Koncept strategów polskiej polityki z knajpek przy pl. Trzech Krzyży rozsypał się jak domek z kart.

Dążąc do koalicji PO – SLD i osłabiając Tuska, zbudowano Napieralskiego.

Nie doceniono polityka, który swej bezwzględności musiał się przecież od kogoś nauczyć. Napieralski sprawnie wyeliminował z list wyborczych „stare SLD” z ekip Kwaśniewskiego, Czarzastego i Millera. W nowym klubie znajdzie się ledwie trzech, czterech posłów, którzy nie będą składali mu hołdów.

I tak oto to Grzegorz Napieralski („urwany” – jak ze smutkiem przyzna jeden z byłych premierów) powie Polsce po wyborach, w którą stronę pójdzie SLD. To on po wyborach zadecyduje, z którą partią Sojusz będzie współrządzić. W rękach Napieralskiego scenariusz polskiej polityki na najbliższe kilka miesięcy.

Ci w SLD, którzy liczyli na słaby wynik lidera, aby go rozliczyć z powyborczej porażki, zostaną z niczym. Żadnego rozliczenia, żadnych „dożynek” w SLD bowiem nie będzie.

Główny powód: uciekając przed „starą gwardią”, Napieralski musi wejść do rządu – jakiegokolwiek rządu, w jakiejkolwiek konfiguracji, z jakąkolwiek partią (lub przez jakiekolwiek partie chronionego „rządu fachowców”). Usadowienie się u władzy jest dla niego w tej chwili jedynym ratunkiem przed kontestującymi jego przywództwo w Sojuszu. Jedyną szansą przeżycia „SLD-owskiej nocy długich noży”.

Wejście do rządu pozwoli Napieralskiemu szybko zdobyć i redystrybuować frukty władzy.  

Zanim „stara gwardia” zbierze się, aby rozliczyć go za umiarkowany wynik wyborczy SLD, Grzegorz Napieralski stanie się jednym z najbardziej mocarnych ludzi w Polsce. To do niego ustawiać się będą kolejki lokalnych działaczy. To od niego zależne będą posady w rządowych agencjach i przebogactwo dóbr wszelakich. Nie powinniśmy się też dziwić, że chcący go dziś rozliczać szybko zaczną ustawiać się w długiej kolejce, aby dostąpić zaszczytu ucałowania go w pierścień. To przecież tylko polityka.

Aby przeżyć, Napieralski musi zdobyć władzę. Z kimkolwiek. Wariant pierwszy: SLD – PO. W negocjacjach ze swoim imiennikiem z Platformy Obywatelskiej czekać go będzie twarda walka. Z kibicowaniem dużych sił, z możliwym porozumieniem.

Wariant drugi: SLD – PiS. W negocjacjach z PiS na lidera SLD czeka więcej fruktów dla nagrodzenia swoich wiernych towarzyszy.

Można zaryzykować twierdzenie, że otrzyma wszystko: realną władzę nad teraźniejszością. Od wszystkich spółek Skarbu Państwa począwszy. Władzę nad przeszłością – Trybunał Stanu dla Tuska, Arabskiego, Klicha – przekazując PiS.

I tak oto Napieralski zajął już dziś – długo przed ogłoszeniem przez PKW wyników wyborów – pierwsze miejsce w przyszłym rządzie. W jakimkolwiek rządzie.

Pierwszym przegranym byłby wówczas Bartosz Arłukowicz. Trudno sobie bowiem wyobrazić gabinet PO – SLD z jego udziałem. Podobnie jak pod dużym znakiem zapytania staje miejsce w takim gabinecie dla konstruktora zaproszenia do swego rządu tak Arłukowicza, jak Rosatiego.

Miejsce w przyszłym rządzie ma za to wówczas gwarantowane poseł PO Łukasz Gibała. Startujący w Krakowie z 19. miejsca z listy szef krakowskich struktur Platformy, jedyny liberał na listach PO w Krakowie głoszący wszem i wobec, że koalicja PO z SLD jest jedyną koalicją dobrą dla Polski. Ba, że koalicja ta powinna zapewnić większość konstytucyjną przyspieszającą modernizację kraju.

To tylko jeden z wielu możliwych scenariuszy powyborczej opowieści. Może pokrzyżować go wejście do Sejmu Ruchu Palikota. Wówczas to Palikot, a nie SLD, będzie współtworzyć koalicję z PO. Lub – co bardziej prawdopodobne – pnięcie się w górę Polskiego Stronnictwa Ludo-wego. A w tej kampanii PSL prowadzi wyjątkowo sprawną kampanię.

Dobry wynik Waldemara Pawlaka może zapewnić koalicję, w której Grzegorz Napieralski będzie zbędny.

Eryk Mistewicz

Autor jest konsultantem politycznym, twórcą strategii marketingu narracyjnego, współautorem wydanej ostatnio „Anatomii władzy”.