„Nie ma już mainstreamu”, Uważam Rze

16/2012

Tematów nie wytyczają już media, ale politycy i story-spinnersi – twórcy narracji, które zmuszają wszystkich do komentowania.

Media tradycyjne nie są już potrzebne nawet jako wzmacniacze narracji. Jeśli jest ona dobra, rozchodzi się błyskawicznie poprzez nowe media, wśród ludzi.

Jeden z dziennikarzy na Twitterze napisał: „Ktoś jeszcze pamięta, że kiedyś każdego ranka można się było spodziewać w gazetach mocnych, przykuwających, śledztw? Rzepa, GW, Dziennik…” Ale po co komu gazety z wiadomościami z wczoraj, jeśli życie przyspieszyło i można je śledzić „w czasie rzeczywistym”? Po co komuś wiadomości podawane ex cathedra, których nie sposób skomentować, przekazać dalej?

Dziś chcemy rozmawiać, nie tylko słuchać. Odrzucamy więc media, które do nas jedynie mówią. David Meerman Scott: „Musimy oduczyć się tego, co na temat komunikacji przyswoiliśmy sobie w ostatnim półwieczu”.

I zadać pytanie: czy w tak wielkiej komunikacyjnej zawierusze w ogóle istnieje jeszcze „Mainstream”? A może „medium głównego nurtu” to już nie GW, Rzeczpospolita, TVN24, lecz np. miejsce sieci, w którym gromadzi się pokoleniowa elita? Dzięki mikroblogowi w 140 znakach liczący się politycy, publicyści, naukowcy, artyści i eksperci opanowują zgiełk świata rekomendując rzeczy ważne, istotne, te o których nie wypada nie wiedzieć. Ale i opowiadają swoje historie, często bardzo profesjonalnie! Przykład?

Berlińskie – ważne, nawet bardzo ważne – spotkanie ministrów Ławrowa, Westerwelle i Sikorskiego. Na spotkanie z mediami – dosłownie kilka chwil. I właściwie jeden temat: „Dziś rano na Twitterze wpisał pan minister, że w pokoju hotelowym nie było telewizji z Polski…”.

W samolocie z Berlina do Paryża, gdy już uniesiemy się w górę i minister wychodzi z saloniku na krótkie spotkanie z dziennikarzami, temat główny wciąż bez zmian. Twitter rządzi. Szef dyplomacji opowiada więc o podejmowanych interwencjach MSZ w hotelach na całym świecie. Tłumaczy – słusznie – że Polacy powinni podczas wakacji domagać się dostępu do polskiej telewizji.

Ważne: to nie polityk zamknięty jest na inne tematy (inne niż ten, który zaproponował na Twitterze), lecz dziennikarze „mainstreamu” poważniejszych tematów już nie podejmują. Nie ma na nie zapotrzebowania redakcji. Dziennikarze nie są już potrzebni ani do selekcji informacji, ani ich hierarchizacji. Telemetria pokazuje z dokładnością do kilku sekund: słowa „Białoruś”, „Syria” powodują natychmiastowe przełączenie się widzów na inne kanały. Natomiast rozpoczęcie wiadomości grillem z psa, Madzią z Sosnowca i „Ciotą” Palikota – wiadomości z Wielkiego Tygodnia – gwarantuje przytrzymanie widzów. Tego – i tylko tego – chcą dziś odbiorcy. Co jest pochodną jakości i edukacji i elit, których kraj został pozbawiony w hekatombach.

Lądujemy na podparyskim Le Bourget. Rośnie we mnie przekonanie, że mainstream medialny niezauważalnie, choć na naszych oczach się skończył. Do Polski płyną pilne depesze. Dyrektor hotelu odpowiedział na apel o włączenie polskiej telewizji. News dnia – news z Twittera; news, którego nikt nie jest w stanie powstrzymać –  hula. 

Eryk Mistewicz