„W czasach second life wciąż mamy tylko jedno życie”, Uważam Rze

Uważam Rze 10/2012

 

Naszym najcenniejszym, najbardziej deficytowym zasobem jest czas. Nie możemy go dokupić, jedynie zużywamy. Wiemy na co?

Przyrównajmy 16 godzin naszej codziennej aktywności do rynku. Zastanówmy się, kto i co ma w nim udziały – kto korzysta z naszego czasu, kogo dopuszczamy do tego tak rzadkiego zasobu, na co ten zasób zużywamy?

Każdy z nas jest inwestorem czasu.  Możemy więc przeznaczyć go na oglądanie płaczliwych wyznań matki z Sosnowca w niekończącym się telewizyjnym tasiemcu. Możemy go „spędzić w Internecie”, przechodząc ze strony na stronę: zacząć od poszukiwania pociągu do Leszna, przejść przez „cały YouTube”, kończąc na zakupie miniaturki Astona Martina. Możemy przeczytać książkę. Pójść na siłownię czy spacer, zwiększając swą „osobistą produktywność”.

Informacja – jak zauważył Herbert Simon, laureat Nobla w ekonomii – konsumuje uwagę tych, którzy ją przyjmują.

Czas jest największym dobrem dzisiejszego świata. Czas każdego z nas. Czas, uwaga, wysiłek intelektualny, wolny – i coraz bardziej ograniczony – „slot” naszej percepcji. Gotowość przyjęcia i przetworzenia danych.

Świat doświadcza syndromu zmęczenia informacją – to diagnoza psychologa Davida Lewisa. Coraz więcej osób nie jest w stanie przyswoić nowych wiadomości, mając problem ze zrozumieniem prostych komunikatów, nie mówiąc już o ich selekcji. Coraz więcej osób na nic nie ma czasu.

„Data smog” to inne określenie tego samego zjawiska. Firma analityczna Basex wylicza, że przeciętny pracownik biurowy spędza w tygodniu 20 godzin na odgruzowywaniu skrzynki e-mailowej. Ograniczenie ledwie o 10 proc. liczby e-maili w USA generowałoby w  firmach oszczędność 180 mld dol.

Aby odzyskać koncentrację po każdym e-mailu czy SMS-ie, potrzebujemy kilku, a czasami nawet kilkunastu, minut – dowodzą badania British Institute of Psychiatry. Tracimy czas. Marnotrawimy go. Multitasking – oglądanie telewizji z jednoczesnym korzystaniem ze smartfona i czytaniem książki – sprawia, że niczego nie robimy w pełni. Są już badania przyrównujące wpływ na nasze mózgi multitaskingu do narkotyków.

Nasz czas stał się walutą marketerów. W natłoku bodźców i informacji serwisy społecznościowe, media i reklamy rywalizują o naszą uwagę i zaangażowanie. Czas dostępu do naszych mózgów jest sprzedawany w pakietach domów mediowych, krąży między agencjami marketingowymi.

Jakże często, włączając telewizję, radio, „wchodząc w Internet”, preferujemy wygodę – zamiast pozyskiwać informację świadomie (korzystając choćby z systemów RSS)? Jakże często zaśmiecamy mózgi informacjami, toksycznymi relacjami i nieefektywnymi projektami? Nie szanujemy czasu swojego i innych. Gdy orientujemy się w cenie naszej uwagi, szkoda nam już czasu na złe relacje. Na polityków – nie potrafiących zrealizować swoich idei, rozmieniających się na drobne. I na media – operujące wyłącznie emocjami; często w wyjątkowo prymitywny sposób przytrzymujące naszą uwagę, zawłaszczające nasz czas.

W czasach popularności second life wciąż mamy tylko jedno życie. W tym projekcie to my jesteśmy i inwestorem, i beneficjentem. To jest nasz czas, nasz najcenniejszy zasób, nasz dar.