„Wszystko to gra wyobraźni i oczekiwań”, Uważam Rze

12/2012

Wielka, zbiorowa halucynacja. Nicolas Sarkozy mityngiem za cztery miliony euro nadał ton finiszowi kampanii

Eksperyment – klasyka psychologii z 1944 r.: 34 osobom prezentowano formy geometryczne w ruchu, a następnie poproszono, aby opisały, co widzą. Tylko jedna osoba napisała, że widzi po prostu kwadraty i prostokąty. Pozostali formułowali opowieści, często niesamowite historie o tym, co widzieli.

I zapewne bardzo się dziwili, gdy dowiadywali się, że świat ich wyobrażeń nie istnieje. Nie ma osła wdrapującego się krętymi ścieżkami w górę, bicykla, filiżanki z kawą. Były i są jedynie formy geometryczne. Jest gra wyobraźni i oczekiwań.

Słyszymy to, co chcemy usłyszeć. Widzimy to, co chcemy zobaczyć. Przyciągamy historie, w które zaczynamy wierzyć. Wyobrażenia podkładamy pod rzeczywistość.

Rolą dobrych marketingowców jest to, aby masy (jakkolwiek pretensjonalnie to brzmi) zanurzyły się w dobrej historii. Jeden z najmądrzejszych filozofów współczesności, Peter Sloterdijk, zadanie polityków widzi we wprowadzaniu społeczeństwa w stan mniej lub bardziej zsynchronizowanej halucynacji.

Czy byłem świadkiem zainicjowania właśnie takiej halucynacji? Cztery miliony euro wydano na mityng Nicolasa Sarkozy’ego, wielką polityczną mszę w Villepinte. Hala wypełniona po brzegi. 90 tys. ludzi. I główny zamysł kolegi pracującego dla UMP, od kilku miesięcy reżyserującego to wydarzenie: ma być jak w kościele, jak podczas wielkiej mszy, przeszywająco po szpik kości.

Zwolennicy Sarkozy’ego zobaczyli to, co chcieli zobaczyć: przywódcę w wielkim, rozentuzjazmowanym tłumie. Idącego po zwycięstwo.

Wahający się zobaczyli i usłyszeli lidera rozumiejącego ich problemy, broniącego ich spraw, proszącego ich o wyborcze wsparcie. Od razu też sondaże Sarkozy’ego poszybowały w górę.

Zaś szukający „dziury w całym” zostali w swoim świecie. Tak jak miłośnicy „Szkła kontaktowego” nigdy nie zaaprobują poglądów z anteny Radia Maryja. I vice versa. Dla nich „Sarko” zawsze był i zawsze pozostanie „nul”, zero.

Słyszą to, co chcą usłyszeć. Widzą to, co chcą zobaczyć. W niechętnych Sarkozy’emu lewicowych gazetach recenzje z Villepinte mogły zostać napisane kilka dni wcześniej. Wiadomo przecież, czego oczekują odbiorcy, za co będą płacić, kupując „swoją gazetę”: za zgodność przedstawianych im faktów ze światem ich oczekiwań. Za nic więcej. Za dawanie im pewności, że świat jest taki, jak sobie o nim myślą.

Wybieramy – świadomie i podświadomie – takie kanały, nadawców i treści, które dają nam pewność, poczucie stabilności. Dlatego sięgamy po „Gazetę Wyborczą” lub „Nasz Dziennik”. Bo przecież nie po fakty.

Fakty nie istnieją w oderwaniu od interpretacji i umiejscowienia ich w kontekście. Będziemy akceptowali je jedynie w takiej perspektywie, która nam odpowiada.

Słyszymy to, co chcemy usłyszeć.

Dla niektórych Sarkozy już przegrał. To ci, którzy widzą tylko kwadraty i prostokąty. Pozostali są proszeni, aby dokładniej się wpatrywać. Już widać, że wielka msza, wielka halucynacja odwraca trend w sondażach; już widać, że marketing najwyższych lotów działa.