„Mocne słowa Eryka Mistewicza: „Newsweek” upodabnia się do „Nie”, a prawica, jak dzieci, daje się czarować Lisowi”, wPolityce.pl

25 kwietnia 2012 r.

Rozmowa z Erykiem Mistewiczem: „Jakikolwiek marsz w dniu rozpoczęcia Euro będzie marszem przeciw piłce nożnej. A Tomasz Lis jest czarodziejem polskiej prawicy“.

wPolityce.pl: Wpisał Pan na Twitterze:  „Polska prawica: Dygocze się byle okładką, kibicuje Hollandowi i zbiera się do marszu przeciw piłce nożnej. Świetnie, świetnie…“. Bardzo ostra opinia.

Eryk Mistewicz
, konsultant polityczny: Twitter to synteza, ale się z tej myśli w żaden sposób nie wycofuję. Z pewnego oddalenia, za sprawą wyborów we Francji, obserwowałem ostatnio polskie sprawy. To, w jak prosty sposób, by nie powiedzieć prymitywny, reaktywny, funkcjonuje polska scena publiczna. W jak prosty sposób można skupić uwagę masowej publiki wokół spraw trzeciorzędnych. Z oddali widać to wyraźniej.

Okładka, o której Pan napisał to jak się domyślam okładka „Newsweeka” przyrównująca Antoniego Macierewicza do Osamy Bin Ladena. Przyzna Pan, że reakcja np. Rady Etyki Mediów, ale i protesty wielu innych środowisk, były potrzebne.

Prasa umiera. Jedni bronią się tak, inni inaczej, trzeba to wpierw zrozumieć, a potem się z tym pogodzić. Już wcześniej nie rozumiałem ekscytacji prawicowej blogosfery programami Tomasza Lisa. Czy zaprosił do programu mamę Madzi z Sosnowca, czy dwójkę rozwodników czy pana w kapeluszu w kształcie wieży Eiffla. Czy na okładce swojego tygodnika umieścił psie ekskrementy czy trzech liderów PIS ucharakteryzowanych na zdjęcia Marksa, Engelsa i Lenina. Czy powiedział to czy tamto w porannej audycji radiowej. I cóż z tego? Nie rozumiem ani ekscytacji tymi programami i okładkami, w pełni masochistycznej ekscytacji, ani uczestnictwa w tych grach, programach, portalach. Nie rozumiem, dlaczego polska prawica zamiast zajmować się poważniejszymi sprawami, skupia się wokół absolutnych – pardonnez le mot – głupot. Zamiast skupić się na swoim „boisku” daje się tak bezrefleksyjnie zaganiać to tu to tam, do gier, w których jest potrzebna.

Okładka ta to jednak niesłychany przypadek złamania standardów, przyzna Pan?

Nie ma dla mnie różnicy między zdjęciem Bronisława Komorowskiego z sierpem i młotem na policzku, a zdjęciem Antoniego Macierewicza ustylizowanego na Osamę bin Ladena. I jedno i drugie świadczy najbardziej o medium, które w ten sposób chce zwiększyć swoją sprzedaż, o społeczeństwie, które zapewnia dyskusję i zbyt tak opakowanego towaru medialnego. W tym drugim przypadku świadczy jak najgorzej o wydawcy „Newsweeka” upodobniającym pismo do „Faktów czy Mitów” czy „Nie”. Ale jeszcze to rozumiem, kryzys mediów. Nie rozumiem jednak, dlaczego spora część prawicy swoimi działaniami, komentarzami, protestami, stała się najlepszymi sprzedawcami produktów Tomasza Lisa, budowania przez niego zasięgu. Cokolwiek Tomasz Lis zrobi może on przecież liczyć na reakcję prawej strony, jakby trzymał pręt, którym wystarczy, że przejedzie po politycznej klatce, aby otrzymać upragniony przez niego efekt. Doprawdy: czarodziej polskiej prawicy.

Druga poruszona przez Pana sprawa, marsz w dniu rozpoczęcia Euro organizowany nie jest przeciw piłce nożnej, ale aby zwrócić uwagę na nierespektowanie prawa w Polsce, wycięcia z przestrzeni publicznej ważnego nadawcy jakim jest Telewizja Trwam.

Przepraszam, ale nie trzeba specjalizacji teoria komunikacja czy marketing polityczny, nie trzeba obserwować uważnie zmian w świecie mediów, aby wiedzieć, co się wydarzy. Wielkie budżety choćby Coca-Coli, globalnych koncernów, zostały zaangażowane do budowania napięcia wokół Euro2012, od kilku już lat. Ostatni miesiąc przed rozpoczęciem Euro czeka nas zbiorowa ekstaza, wybuch dumy z tego, że impreza odbywa się w Polsce, że jesteśmy tacy ach… Może nie zagramy najlepiej, ale to już zależy tylko od naszych zawodników i od tych, którzy zepsują nam, Polakom, to święto. Pamięta pan gromy, jakie posypały się na polską wokalistkę, która tak zaśpiewała polski hymn, że nasze orły przegrały mecz? Musiała wycofać się na długi czas z kariery artystycznej, po prostu się schowała. I dokładnie w tę stronę zmierzają dziś organizatorzy manifestacji w dniu rozpoczęcia Euro. Zepsucia wielkiego, wielkiego narodowego święta. Święta wszystkich Polaków.

Ma Pan rację, że media tak to przedstawią, ale też Polacy – mam wrażenie – widzą, że Euro nie jest wyłącznie świętem, że autostrad nie będzie, że rząd Tuska sobie nie poradził.

Powtórzę jeszcze raz: jakikolwiek marsz w dniu rozpoczęcia Euro będzie marszem przeciwko piłce nożnej. Przeciw wielkiemu świętu Polski.

Po trzecie, zarzuca Pan polskiej prawicy, że kibicuje ona przeciwnikowi Nicolasa Sarkozyego, Francoisowi Hollande.  Komu ma jednak kibicować, jeśli ze strony Sarkozy’ego i jego politycznej sojuszniczki Angeli Merkel, niczego dobrego spodziewać się nie możemy?

To niesamowite, jak zaściankowo wyglądają te gry z oddali. Topowi publicyści polskiej prawicy pieją z zachwytu nad Francoisem Hollandem, którego poglądy na to, co dla nich powinno być ważne, jeśli nie najważniejsze, a więc kwestie ochronę życia, małżeństw homoseksualnych i adopcji przez nie dzieci, szacunku dla tradycji katolickiej, powinny ich przerażać. Ale nie, Francois Hollande jest ich bohaterem, w odróżnieniu od nielubianego – nie wiadomo właściwie dlaczego – Sarkozy’ego. Kalki lewicowych mediów, o tym, że jest taki albo siaki prawicowi politycy i komentatorzy bezrefleksyjnie powielają. Najśmieszniejsze jest to, że Hollande służy im nawet do walki z… Donaldem Tuskiem. Ile razy w ostatnich dniach ze strony polskiej prawicy słyszeliśmy, jak straszny błąd popełnił Tusk nie spotykając się z Hollandem, jak zaś bohaterski i dalekosiężnie mądry okazał się w tej sprawie prezydent Bronisław Komorowski. A Sarkozy, tylko dlatego, że jest bliski Donaldowi Tuskowi, że UMP i PO współdziałają w EPP godny jest jak największej pogardy. Lepszy jest Hollande, jemu kibicują.

Kto wygra wybory 6 maja we Francji?

Przekaz „Hollande pokonał Sarkozyego. Sarkozy na deskach”, radość ogromna zainicjowana przez niechętne prawicy media we Francji, w Polsce został przejęty właśnie przez prawicę. A jest to radość moim zdaniem mocno przedwczesna. Wybory odbywają się w dwóch turach, 65 proc. wyborców nadal nie jest pewne, na kogo odda swój głos, mobilizacja się zwiększa i grać zaczyna w dużym stopniu na obecnego prezydenta. Gdyby przeciwnikiem Nicolasa Sarkozy’ego był Dominik Strauss-Kahn bym nie był pewnym, jaki będzie wynik. DSK jest także „zwierzęciem medialnym”, zaś z racji szefowania Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu DSK miał obycie w kwestiach, które są dziś najważniejsze dla Francuzów. Finanse publiczne i deficyt gospodarczy zdominowały francuską politykę między pierwszą a drugą turą czyniąc z tej kampanii bardzo merytoryczną. DSK w tej kampanii jednak nie ma, a decyduje charyzma, osobowość. Przestrzegam przed prostą analizą i prostą odpowiedzią, że Francois Hollande już wygrał, że Nicolas Sarkozy już został pokonany.

TU strona Eryka Mistewicza (w tym najświeższe informacje z francuskiej kampanii wyborczej).

rozm. gim