Siedem pytań do Eryka Mistewicza: „Tomasz Lis walczy o przywództwo w sekcie antykaczyńskiej. To jego paliwo”, wPolityce.pl

5 listopada 2012 r.

wPolityce.pl: –  Porozmawiajmy o najnowszej okładce „Newsweeka”…

Eryk Mistewicz, konsultant polityczny, szef kwartalnika „Nowe Media” : – Po co?

– Przedstawia ona Jarosława Kaczyńskiego przepuszczonego przez photo shop, zohydzonego, z podpisem „Dzień Świra”. Kolejny przykład języka nienawiści.

– Wiem co przedstawia, mówią o tym przecież znów wszystkie media, znów realizując pomysł Tomasza Lisa. O to przecież tylko chodzi, o nic więcej. O to, aby sprzedać „Newsweek” a właściwie aby sprzedać Tomasza Lisa. To dosyć prosta, by nie rzec nawet prostacka strategia promocyjna, ale jak widać w polskich warunkach skuteczna. Chce Pani o tym rozmawiać; ludzie oburzają się, przekazują sobie dalej okładkę choćby na Facebooku (mniej na Twitterze, z uwagi na przekrój osób, które używają Twittera a które zdają sobie sprawę z tego, w czym grają jeśli bezwolnie nagłaśniają produkcję Lisa). Strategia ta trafia w słabość mediów, w słabość wykształcenia ludzi; świetnie rozpoznaje, wzmacnia i wykorzystuje czas pustych emocji.

– Należy więc zostawić to w spokoju, nie zauważać?

– A pochyla się Pani nad każdą okładką tygodnika „Nie”, komentuje to Pani? Przecież dla każdego zrozumiałe jest, w co gra Tomasz Lis, jak chce wyróżnić się na rynku. Chce być przywódcą sekty antykaczyńskiej. To jego paliwo. Trochę mu współczuję, bo to jest ciągły bieg, ciągła rywalizacja o maksymalną wyrazistość, czasami wręcz absolutnymi głupotami, co jest uwłaczające jego inteligencji. Cenię bowiem inteligencję Tomasza Lisa, to naprawdę jest mądry facet. Ale cóż, taka karma, chcąc być przywódcą sekty antykaczyńskiej musi walczyć o prymat na swoim kawałku podłogi, walczyć za każdą cenę. Trudno byłoby przecież inaczej sprzedać „Newsweek”, a na pewno trudniej, wymagałoby to wysiłku, innego konceptu, pracy z ludźmi etc. Ale przede wszystkim trudno byłoby podgrzewać wciąż brand Tomasz Lis.

– W ciekawej analizie „Czas Informacyjnych Siri”, którą znalazłam w drugim wydaniu redagowanego przez Pana kwartalnika „Nowe Media” znajduję Pana zachwyt nad Tomaszem Lisem, nad tym jak tworzy on i wzmacnia swój, jak Pan to nazywa, „brand”. Tomasz Lis stanowi dla Pana wzór dziennikarstwa?

– Ten zawód przechodzi tak silne zawirowania, przeobrażenia, o których piszemy także w „Nowych Mediach”, że nie sposób uznać, że Tomasz Lis najszybciej zrozumiał, że przetrwa tylko ten z dziennikarzy, który się wyróżni; który opanuje wszystkie nośniki (program telewizyjny, tygodnik opinii, program radiowy, portal internetowy); który wprzęgnie dziennikarskie mrówki w pracę dla niego, budujące jego brand, jego nazwisko, pozbawione własnych; który będzie na tyle wyrazisty, że nie sposób będzie go ominąć. W mediach przetrwa pięciu, może dziesięciu dziennikarzy. Na ich opinie będziemy się nastawiali, oni będą prowadzili nas przez informacje, oni będą dla nas „ogarniali rzeczywistość”. Przecież nie przeczytamy, ba, nawet nie przejrzymy już wszystkiego. Stąd potrzeba, jak nazwałem ich w „Nowych Mediach” – „Informacyjnych Siri”. Potrzeba kogoś, kto ogarnie dla nas świat.

– I Tomasz Lis najlepiej to Pana zdaniem zrozumiał?

– Tak. Ale też inni. W „Czasie Informacyjnych Siri” piszę o stałej rywalizacji, na różnych kawałkach podłogi, która jest przynależna dziennikarstwu. Dziennikarstwo musi się spersonalizować, jeśli chce przetrwać, jeśli ktoś ma płacić za teksty (choćby tylko zainteresowaniem, retwittowaniem, wykopywaniem, przekazywaniem tekstów dalej, a więc swoim zainteresowaniem). Tomasz Lis okopuje się jako przywódca sekty antykaczyńskiej, bardzo dobrze rozpoznał te emocje, wszedł w nie, sprawnie podgrzewa je, ale inni też walczą. Na swoich kawałkach podłogi.

– A więc, wymienia Pan w „Nowych Mediach”: Tomasz Lis, Tadeusz Rydzyk, Monika Olejnik, Elżbieta Jaworowicz, Jarosław Kuźniar, Łukasz Warzecha, Jan Pospieszalski, Konrad Piasecki, Krzysztof Skowroński, Zbigniew Hołdys, Rafał Ziemkiewicz, Sławomir Sierakowski, Kataryna, Azrael, Tomasz Terlikowski, Jacek i Michał Karnowscy, ale też np. Radosław Sikorski?

– Tak, czemu nie? Przecież Radosław Sikorski to dziś własna redakcja, własna stacja telewizyjna, własna agencja prasowa i  własna agencja marketingu narracyjnego i to jak sprawna: blisko 80 tys. followersów śledzących go na Twitterze, to przecież więcej niż sprzedaż niejednej atakującej go gazety! I historie, które opowiada, które rozpędza każdego poranka swoim Twitterem, natychmiast trafiające do mediów i hulające wpierw po sieci, a jeśli są dobrze przyprawione, ostre, wyraziste, to natychmiast cytowane, dyskutowane… To jest świat nowych mediów, kto to zrozumie pierwszy, wygrywa. Proste. To stała rywalizacja, stały bieg. Proszę choćby zobaczyć jaka rywalizacja toczy się dziś pomiędzy środowiskiem wokół „Gazety Polskiej” a „Rzeczpospolitej”, to też walka o jeden skrawek podłogi, o tę część publiczności, o to, kto będzie tu sprawniej budował swoje grupy odbiorcze, opowiadał swoje narracje, kto – i dla kogo – będzie „Informacyjnym Siri”.

– Wracając do okładki Newsweeka, Tomasz Lis więc będzie zwyciężał? To byłby pesymistyczny wniosek.

– Przecież na swoim kawałku podłogi w tej chwili Tomasz Lis nie ma rywali. Przecież nie jest nim Dziadek Waldemar czyli Waldemar Kuczyński (pozwalam sobie użyć jego „nicka” z Twittera, który sam sobie wybrał). I – przynajmniej nie w tej chwili, choć nie odmawiam mu prawa do stanięcia w szranki, być może nawet do równej walki już wkrótce – Tomasz Wołek. Ale z nich jedynie Tomasz Lis już wie, jak odnaleźć się w czasie nowych mediów, od dłuższego już czasu buduje swój brand, już sprawia, aby „Tomasz Lis” brzmiało donośnie. Bowiem, a o tym jestem przekonany, inteligencji Tomaszowi Lisowi odmówić nie można. Wykorzystuje on i wchodzi jak w masło w słabość mediów publicznych, w słabość zdewastowanej społeczności, wykorzystuje podziały świata polityki i marzenia wydawców oddawanych mu tytułów, że z nim one nie splajtują, wreszcie wchodzi w oczekiwanie społeczne na puste emocje. Jest w tym po prostu doskonały.

Rozmawiała GR

Nowe Mediakwartalnik pod red. Eryka Mistewicza, nr 2 Operon, 2012