„Obserwujecie się wzajemnie”
Tygodnik Do Rzeczy

40/2013

dorzeczyNie mogłem się przemóc, aby być z nim po imieniu. Zostaliśmy na „panie Januszu” i „panie Eryku”. Dzwonił i podpytywał, jak radzić sobie z mediami. Jak mówić o poważnych sprawach w świecie, w którym media przekonują, że to, co dla niego ważne, nikogo już nie interesuje. „Stworzyć media własne” – odpowiadałem.

Gdy eksperci Rzecznika Praw Obywatelskich pracowali nad zmianą konstytucji, nie mógł przebić się z informacją o ich pracy. Wreszcie – po kilku tygodniach namawiania – zdecydował się na założenie profilu na Twitterze. Skonfigurowaliśmy konto, dobraliśmy obserwowanych – liderów opinii, z różnych rejonów politycznej rzeczywistości.

Gdy zainstalował serwis w telefonie, na bieżąco opowiadał swoje historie, przebijał się do świadomości społecznej, kształtował wizerunek instytucji, którą kierował. Już nie dawał dziennikarzom wchodzić sobie na głowę, nie było łatwo manipulować jego opiniami, gdyż mógł komunikować się bezpośrednio – via Twitter.

I pisał dużo. Wieczorem, kilka minut przed północą, 9 kwietnia 2010 r., zarekomendował wystąpienie, które miał wygłosić następnego dnia.

* * *

W tym czasie już każdy polityk, jeśli chciał wyprzedzać innych, wiedział, że nie będzie mu łatwo komunikować się bez narracji, bez opowieści przekazywanej w kilkanaście sekund, w 140 znakach.

Wieczorny odlot ze Szczecina, samolot do Warszawy. Sebastian wyciąga komórkę i pokazuje, że też założył sobie profil na serwisie, który ustawił mu znajomy poseł. Tylko nie wie zbytnio, co dalej. Ten jeden wpis wciąż tam jest.

 

* * *

Wysoce profesjonalna a przy tym ciepła, bardziej w stylu Anny Streżyńskiej niż Zyty Gilowskiej. Rozmowy o gospodarce, polityce. Sięganie poza horyzont, poza to, co tu i teraz. Niezwykle mądra kobieta, z która nie sposób tracić czasu na błahostki.

Ostatnim swoim wpisem wywołała mnie w publicznym kanale, w jakiejś kolejnej, niekończącej się dyskusji, analizach możliwości, które dziś wyglądają równie absurdalnie, jak wyglądały wówczas dla ludzi, którzy obserwowali nas w sieci.

 

* * *

Wkrótce wszystko miało być inaczej. Oglądam ich wpisy na ekranie laptopa. Bezduszna, cyfrowa  technologia generuje automatycznie informację: „Obserwujecie się wzajemnie”.

W dniu 1 listopada kolejny raz wpiszę ludziom na Twitterze – zarówno nowym jak i tym, którzy tworzą tę społeczność od początku – kilkadziesiąt znaków. Tak, jesteście wciąż z nami. „@JKochanowski @Gesicka @Karpiniuk #RIP ”.

Eryk Mistewicz

Tekst ukazał się w wyd. 40/2013 tygodnika „Do Rzeczy”