„Prestidigitatorzy na uniwersytecie”
Tygodnik Do Rzeczy

1/2014

dorzeczyGwiazdka i połykacze ognia wystąpili z wykładami na wydziale dziennikarstwa szlachetnej Alma Mater.

Tłok, tłum i zachwycona profesura, że wreszcie ich uniwersytet żyje. Wreszcie studenci są na wykładach.

„Najważniejsza jest d… Na niej zbudowane jest wszystko. Można powiedzieć, że d… rządzi światem” – nawiązywała do dzieł szlachetnych mistrzów, niosąc kaganek oświaty, gwiazdka. I radziła: „Faceci są wzrokowcami, szukają jednego: seksownych pośladków, piersi, seksownego ciała”. Dziekan wydziału dziennikarstwa lekko zarechotał. Wreszcie jest ktoś, kto powie studentom (i co ważniejsze studentkom), co w dziennikarstwie, a przede wszystkim w życiu najważniejsze – jak podbija się media i stare i nowe.

A po gwiazdce prestidigitatorzy Social Media Ninjia Combo. Ależ zbieranina. Przekrzykując się jeden przez drugiego opowiadają, że byli w Stanach, w Krzemowej Dolinie, że przybijali piątki i był czad; że teraz najważniejsze są „soszial midia”, i „kontent”, „szafiarstwo” a przede wszystkim „marketing natywny” jak najbardziej. Opowiadanie klientom o cudach, zciemnianie i zarabianie dokładnie tak, jak ten znany dziennikarz z napojem, w siłowni. Oni też są dziennikarzami, a właściwie blogerami, bo wiadomo, wykrzykują jeden przez drugiego: każdy bloger to dziennikarz.

Blogerzy przemieszczają się stadnie, myślą zbiorczo. Aby podkreślić erudycję, co drugie zdanie kończą okrzykiem: „Taka sytuacja” lub jeszcze częściej, „W pytkę”.

Dziekan wynajmuje im sale. Na koniec semestru studenci wypełniają bowiem ankietę oceniającą, jak im się studiuje. Punktują (z reguły dość bezwzględnie) kadrę. Od tych ocen zależy, który z profesorów dostanie angaż na następny rok, a któremu, jako zaniżającemu poziom oczekiwań studentów, po prostu się podziękuje.

* * *

„Hej, kiedy będziesz, żebyś mógł mi podpisać zaliczenie?” (z maila studenta do profesora)

* * *

Gdy zatracamy sztukę retoryki, skupienia uwagi, a nawet rozumienia dziejących się procesów, z reguły przechodzimy w tryb obrazkowy. Barbara Kudrycka, ustępująca minister szkolnictwa wyższego kończąc urzędowanie w czterominutowym filmiku na YouTube przekonywała: dziś studiuje już co dwudziesty piąty Polak, a jeszcze niedawno co setny; polska nauka idzie jak burza; skalą naszego sukcesu jest to, że w Polsce jest już 450 uczelni wyższych; każda z nich dostaje do 50 milionów złotych.

Cóż, nawet jeśli wkrótce 50 proc. populacji będzie mogło poszczycić się wyższym wykształceniem, czy wykształcenie to przygotuje absolwentów do globalnej rywalizacji, tworzenia wartości? Ile będzie warte wykształcenie odarte z ważnych lektur, klasycznej relacji Mistrz-Uczeń, tworzonych i promowanych dobrych wzorców; ile warte będzie wykształcenie masowe, wręcz przemysłowe, oddalające się w tempie zastraszającym od świata szlachetnej Alma Mater? 

Eryk Mistewicz

Tekst ukazał się w wyd. 1/2014 tygodnika „Do Rzeczy”.